W poszukiwaniu tajemnicy - epizod 1

Udostępnij ten post


Wiele z naszych wypraw jest planowanych pod dwoma kątami- gdzie my mamy ochotę jechać i gdzie będzie dobrze psom. Nie pojedziemy za granice żeby zwiedzać muzea i galerie a piesy trzymać w hotelowym pokoju. Taki wyjazd organizujemy sobie wtedy , kiedy "dziadkowie" ochoczo przyjmują do siebie suczydła na kilka dni :)

Ale tym razem nasza wyprawa, pierwsza z mam nadzieję kilku, została zorganizowana ewidentnie pod moje gusta- powrót do dzieciństwa, marzenia o zostaniu Indiana Jones'em , ale bez wątku ścigania się z nazistami , przypadł jednak do gustu i Pufie (groszki za pozowanie, dobry deal , Matron) i Bu ( badyle można ganiać wszędzie), a P. ? cóż- zrobiłam pyszne kanapeczki i herbatę w termosie <3

Wracając do tematu co też nas .. no dobrze,  mnie podkusiło żeby przez bite pół dnia kulać się po okolicach Wro.

Zawsze było dla mnie coś fascynującego w historii . Ale nie tej w szkole , z datami do nauczenia się i kwestiami dynastycznymi Oldenburgów . Bardziej w obrazku tomiszcza, z którego zdmuchuje się warstwę kurzu , żeby spomiędzy pachnących kartek wyczytać jakąś zagadkę i rozpocząć poszukiwania zaginionego skarbu.
A że przyszło mi i mieszkać i absolutnie zakochać się w Dolnym Śląsku, idealnie się złożyło. Bo gdzie indziej znajdę tyle legend, teorii spiskowych, ukrytych fabryk, sztolni , o zakopanych pociągach nie wspominając .

Poddając się tym wszystkim motywatorom pogrzebałam w Internetach , trafiłam na książkę do której się na razie nie odwołam bo jestem na etapie oglądania obrazków, ale kiedy tylko przejdę do części z literkami na bank podzielę sie odczuciami :) , zapakowałam stado i zapas gorącej herbaty i ruszyłam na przeciw przygodzie !


Jeśli ktoś ma ochotę tak jak my , pojeździć i poszukać takich miejsc jak te poniżej, niech nastawi się na kilka rzeczy :

primo pierwsze

tak jak w przypadku Gałowa nie zawsze wszytko widać od razu, czyli nasze poszukiwania ja opieram na murach wzdłuż ulicy. Uruchamiam wyobraźnie i w głowie próbuję zobaczyć  jak miejscowość mogła wyglądać , powiedzmy jeszcze 80 lat temu, za czasów Bresalau w rozkwicie. wysoki piękny mów, kostkowa droga to elementu niepasujące do współczesnej , co tu dużo mówić, wioseczki, ale jak najbardziej odpowiednie dla pałacu. Z takiego miejsca rozpoczynamy objazd i poszukiwania wjazdu / wejścia .  

primo drugie

Na przykład pierwszy odwiedzony przez nas  Gałów okazał  się być sprzedanym, a więc od strony głównej drogi jakby trochę ogrodzony . I mnie to bardzo cieszy! jest szansa, że w końcu ktoś się tym miejscem zamie, może odrestauruje, albo przynajmniej zaopiekuje.
trochę jakby odrodzenie oznaczało w tym przypadku ogrodzenie i wielkiego owczawa wokół budynków wokół pałacu- stajnie/ wozownie?, ale nie samego pałacu :D  

primo trzecie 

podjechaliśmy i zostawiliśmy białasa od prawej strony zabudowań, na ulicy Szkolnej informuję , że rowów i błota brak, można wbijać :) 
i na koniec

primo czwarte:

zwiedzając takie miejsca nastawcie się na ubranie starych spodni, wysokich buciorów , już w pierwszym miejscu przyszło mi przedzierać się przez wysokie , oszronione trawska. No chyba że nie chcecie podchodzić do budynku, ale w to nie uwierzę- wszystkie są cudne  

na początek przedstawiamy.... 

Gałów ( dawniej Gross Gohlau)
ok. 20 km od Wro




Do środka się nie pchałam , mam resztki zdrowego rozsądku umiejscowione w P. które stanowczo powiedziały że NIE :)
I zewnętrze spełniło moje estetyczne wymagania.



Mimo iż przy każdym z pałaców byliśmy tylko chwilę, ot maksimum pół godziny, przy każdym przejeździe do kolejnego punktu suczydła leżały zdechnięte na tylnej kanapie.
To chyba najlepszy dowód na to , że eksplorowanie, niuchanie i pozowanie jest równie męczące jak dogtrekking :)


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz