Projekt Prezent


Kiermasze, jarmarki rozstawiane od 2 listopada, promocje, sugestie prezentowe .  Do kompletu sztuczny śnieg, sztuczne wypchane bałwany, sztucznie otłuszczone i owatowane brzuchole mikołajopodobnych tworów , elektrycznie ruszające głową renifery.
Super?
Dla nas średnio. Śnieg sobie znajdziemy prawdziwy , choćby w górach .
Otłuszczenie brzucha gwarantują święta i obżarstwo z braku rozsądku .
No dobra ,a co z resztą. To znaczy z tą całą magią świąt ?
Z przyjemnością dawania , patrzenia na radość obdarowywanego?
Otóż TOTO można sobie załatwić samemu.
Jak?
A no tak:

Kilku zacnych blogerów i my na doczepkę skrzyknęło się już kolejny raz i postanowiło z Waszą pomocą odmienić świąteczny los jakiegoś psiaka.
Każdy z zapsionych blogów upatrzył sobie psiaka , który szczególnie potrzebuje naszej pomocy.
I teraz, razem mamy okazję zrobić im  taki prezent jakiego  najbardziej potrzebują. No, poza prawdziwym Domem. A może i to ktoś może im dać ?

Ale na razie przedstawiamy Wam tego, którego szorściaki postanowiły wspomóc
uwaga uwaga...
poznajcie

DRUIDA !

Chłopak też szorstki jak widać, więc od razu wpadł suczom i mi :) w oko.
Przystojny rudzielec, który nie ma za wiele. Ma chwilowo dom, ale nie taki prawdziwy, tylko tymczasowy. Ma wokół siebie przyjazne dusze tymczasu Takiny Niczyje , ale to nie to co ręka swojego Pana czy Pani do drapania za uchem.
I niestety nie ma już roku czy 2 a trochę więcej doświadczenia życiowego za sobą.
Ale to nie znaczy, że te święta nie mogą być dla niego choć trochę lepsze!

Druid szczególnie potrzebuje:

leków i paraleków dla pana w sile wieku:  
  • obroży  feromonowej Adaptil
  •  dyfuzora feromonowego do kontaktu Adaptil
  • tabletek Synoquin EFA dla dużych ras
akcesoria wszelakie , również te używane w dobrym stanie  
  • micha
  • szczota do szorstkiego kłaka
  • obroża, szeleczki, smycz
  • poducha na wygodne leżenie też mile widziana
  • piła, gryzak, czasoumilacze 
Ciastki, karma Royal Canin Veterinary Mobility C2P + karma wspomagająca stawy 

Wszytko to możesz podrzucić do nas ( jesteśmy we Wrocławiu i Ostrzeszowie, potrafimy sie dublować :) ) , wysłać pocztą, paczkomatem, sową, zamówić przez Internet.
Napisz do nas: pufoswiat@gmail.com

Jeśli "jesteś" sklepem, firmą, producentem, biznesmenem, potentatem , również zapraszamy Cię do przyłączenia się

Pamiętajmy, każdy najdrobniejszy gest pomaga

 ( Druid jest troszkę większy od Pufostada, waży 28 kilo, i jest delikatnym i trochę nieśmiałym psiakiem. Mimo 9 lat !! słownie DZIEWIĘCIU LAT , które spędził w schronisku potrafi się świetnie zachowywać, jest wprost stworzony do spędzania czasu na dywanie a najlepiej na kanapie :) )

Wszystko to zostanie przekazane na ręce tymczasowyh Opiekunów Druida, którzy cały czas trzymają kciuki , że gdzieś tam jest ktoś , kto zaopiekuje się Rudzielcem już na zawsze :)


Akcja Projekt Prezent to wspólna akcja  Makulscy.pl ZamerdaniBohun Pies  , PiesologiaPrawieowczarkowelovePrzez świat z labradoremJa frelkaOto JankaWest wkurzony , Kiara i jej człowieki  , Co boli border colli? zaglądajcie do nich, nie tylko Druid potrzebuje naszej stadnej pomocy. Drobny gest od nas, wielka radocha dla pieseła i wielka pomoc w opiece nad nimi dla Fundacji i Tymczasów.
W stadzie siła!

Oto oficjalny Regulamin naszej akcji :

1. Akcja trwa od 28/11/2016 do 16/12/2016.
2.Blogerzy biorący udział w akcji wybrali psiaka (bądź psiaki) przebywającego pod opieką fundacji/hoteliku/domu tymczasowego, którego chcą wspomóc zbierając najpotrzebniejsze dla niego (czy nich) produkty/rzeczy.
3. Każdy z blogerów na swoim kanale zamieścił informacje o produktach/rzeczach, które zbiera dla wybranego psiaka.
4. Możesz się przyłączyć do akcji przekazując podarunek dla wybranego psiaka na ręce blogera, który prowadzi zbiórkę. Paczkę możesz przesłać pocztą, kurierem, czy paczkomatem na adres blogera (sam pokrywasz koszt przesyłki). Możesz dokonać zakupu w sklepie internetowym i zamówić przesyłkę na adres blogera. Możesz również umówić się z blogerem na odbiór osobisty, bądź ustalić inny sposób odbioru paczki – po prostu napisz do wybranego blogera!
5. W trakcie trwania akcji bloger kilkukrotnie zamieszcza zdjęcia otrzymanych podarków na swoim fanpagu.
6. W ciągu tygodnia po zakończeniu akcji bloger przekazuje wszystkie zebrane produkty i rzeczy opiekunom wybranego psiaka.
7. Opiekun psiaka zamieszcza zdjęcia wszystkich otrzymanych produktów/rzeczy i upublicznia je na swoim kanale, bądź przekazuje do upublicznienia blogerowi.
8. Zbiórka jest dobrowolna. Bloger nie czerpie z tego tytułu ŻADNYCH korzyści materialnych.
Czytaj dalej

Jawor po raz pierwszy


Ze względu na czas , a raczej jego permanentne braki większość naszych wojaży to Dolny Śląsk. I absolutnie nie jest to narzekanie, mamy jeszcze całą listę pomysłów na weekendowy wypad.
Tym razem z powodów nie tylko czysto turystycznych przywiało nas do Jawora.
Miasto powiatowe , które zwiedzaliśmy przez chwilę i pobieżnie ale to wystarczyło żeby planować już wielki powrót i bardziej wnikliwe poznawanie i miasta i okolic.
A na razie Jawor w 1 krótki, jesienny dzień.

Miasto samo w sobie

Ładne, choć zaniedbane. Studia na ASP coś tam dały i zawsze kiedy jestem w tego typu miejscowości wyobrażam sobie jakby mogło wyglądać, jaki niewykorzystany potencjał ma w sobie.
Gdyby tylko z Rynku , z podcieni zniknęły sklepiki monopolowe czy z rajtami, z witrynami rodem z topornego PRLu , ostatni raz odnawiane i czyszczone chyba właśnie wtedy. I gdyby w ich miejsce pojawiła się kawiarnia, knajpka, cokolwiek.
Przypominam sobie zawsze Kazimierz, w którym byłam hoho i jaszcze kilka lat w tył, i który MOIM OSOBISTYM zdaniem nie ma do zaoferowania nic ponad to co możemy znaleźć w Jaworze. A może nawet tu jest więcej bo i pagórki zaraz za miastem?
Ale tam tak się ułożyło że kawiarnia na kawiarni, przepleciona galeryjką. I ot, można przyjechać , połazić , wypić co kto lubi i tyle i fajnie i drogo :)
Czemu miejscowości typu Jawor i całe mnóstwo podobnych nie inwestują w tym kierunku ?
Nie mam aż takiej wyobraźni żeby wymyślić odpowiedź , ale poubolewać sobie zawsze mogę


 ( miasto do molochów nie należy, a nauczona doświadczeniami w tego typu miejscami przyzwyczaiłam się że: robienie zdjęć piesów wzbudza ciekawość i miny obserwatorów typu " hę ? ". na szczęście sucze mają to w nosie , czego się nie robi dla smaka  , którymi tak dla odmiany mam wypchane kieszenie . 
Jakież to musi być nudne nosić w kieszeni chusteczki a zdjęcia robić tylko sobie :)  ) 

Jemy !

Jest taka teoria , która mówi , że podświadomie wybieramy sobie  psy podobne do nas samych. Coś jest na rzeczy, bo mimo że nigdy nie musiałam zmuszać nikogo do odważania mi porcji jedzenia , to mamy w Pufą podobną piramidę potrzeb.
Na jej szczycie , poza ciepłem (kocyk, kaloryfer itp) jest  j e d z e n i e
Więc jeszcze nim zapakowałam stado do auta już się zastanawiałam jak to będzie ze znalezieniem miejscówki gdzie by ludzka część coś zjadła a psia była miło przyjęta. Na szczęście wikt i opierunek mieliśmy zapewnione w najlepszej formie, ale nie byłabym sobą , gdybym tego nie sprawdziła.
I zaskoczenie już na początku.
 (sam samiuśki Rynek. niestety do tej pory doświadczenia z choćby dziebko mniejszymi miastami , szczególnie w strefie rynkowej mam mieszane z przewagą na negatywne , nie pozdrawiamy Torunia gdzie pies na Rynku jest siedliskiem salmonelli ,w super kawiarni uliczkę w bok jest mile widzianym gościem :) 
 Tak czy siak w ramach spaceru , w sobotni wieczór zmarznięci jak lody w tylnej strefie mojej zamrażarki stwierdziliśmy a co tam!  Nie wiem czy to urok osobisty mojego faceta czy wykorzystanie chwili wahania Pani kelnerki ale mało, że weszliśmy, siedliśmy to zjedliśmy pyszną szarlotkę , na drogę wlaliśmy w soebie słuszną porcję kawusi i jeszcze ja zaliczyłam miłą rozmowę z rzeczoną Panią chwalącą zachowanie suczy, rozpłaszczonych pod kaloryferem :) ) 

Na kawę i coś więcej w centrum polecamy  Ratuszową, ALE padło pytanie o wielkość psów, może się to okazać w tym miejscu decydujące... nikt nie pytał natomiast o ilość futer 


Nie samą kawą człowiek żyje. Żyje też, głównie w moim przypadku pierogami !
I na takie polecamy Kaskadę w Myśliborzu Ceny wręcz zaskakujące.  Zupka ok 6-8 zł  , pierogi 8 zł.
Żyć nie umierać i tylko jeść ile trzewia pomieszczą. Tak zrobiłam ja , co zaskutkowało jęczeniem całą drogę powrotną do Wro, ale... niczego nie żałuję i powtórzę przy najbliższej okazji !

Dreptamy 

Teraz już wiem , że będąc w okolicy , nawet nie bardzo bliższej  , na pierożki warto podjechać  warto. Ale jeśli ktoś potrzebuje motywacji oto ona: 
Wąwóz Myśliborski
parking pięć złociszy i można ruszać. W związku z geriatrią jaka mnie dopadła i bolącym kolanem nie zaplanowałam żadnych dłuższych wojaży szczególnie po kamieniach, więc zaliczyliśmy tylko spacer, godzinka i na jedzenie :) Aleale przy powrocie, będę już nastawiona sprzętowo i psychicznie i mam zamiar przejść w możliwych kierunkach cały ten wąwóz

 (  pieseły miały gdzie pobiegać, o tej porze roku wydaje się że nie ma zbyt wielu chętnych na eksplorowanie tych szlaków więc poza bieganiem mogły odbyć się wymiany : sztuczka za fastfooda ) 

 Że niby kierowca ma patrzeć na drogę ? 
Ach , pierdy gadacie ! jakbym troszkę na boki nie zerkała to moje wytargetowane na ruiny oko nie dostrzegłoby po drodze, w  miejscowości Luboradz takiego oto i czegoś! 
 ( Mając jakiś czas temu " fazę" na pałace i zamki na Dolnym Śląsku, jeżdżąc z aparatem po totalnych wiochach , po środku których stoi niszczejąca perełeczka nauczyłam się że wjeżdżać na dziedziniec  mogę spodziewać się właśnie tego: pięknach , grubo ponad 2-metrowych rzeźb stojących w otoczeniu dostawczaków. Tak jakby nikt nie przejmował się tym co stoi mu w ogrodzie. )

Niestety pozyskiwanie informacji o wszystkich tych cudeńkach jest trudne, nie ma zbyt wielu informacji o nich albo są dobrze ukryta w odmętach sieci. 
I podobnie jak w przypadku niewykorzystanego potencjału miast , ale za każdym razem z większym smutkiem patrzę na wszystkie te budynki. Tu też nie mam pojęcia czemu do jasnej ciasnej nikt z tym nic nie robi, czemu jakiekolwiek władze nie pomagają inwestować, konserwator zazwyczaj utrudnia co suma summarum kończy się totalnym niszczeniem pałaców ?
Jako tako trzymają się jedynie stajnie i wozownie , często zamieszkałe i nagle  przed pałacem mamy ogródek z marchewkami, parking i plastikowe huśtawki, a  nikt z mieszkających nie interesuje się tym czy cokolwiek niszczeje, psuje się, ważne żeby autko miało gdzie stanąć . Strasznie niemożebnie to denerwujące .
Może doczekam się kiedyś większej ilości odratowanych pałaców. 
Kto się ze mną składa na wykupienie jakiegoś  ?:)  


Czytaj dalej

Głuszyca 2.0


Jak już zostało wspomniane ,tereny  na których przyszło nam spędzić kilka dni należą do po prostu urokliwych. W związku z tym: w góry wybraliśmy się również w dzień wyjazdu, przecież nie można marnować dnia mając za oknem szlak i idealną (prawie) jesień, ze wszystkimi bajerami jak kolory, liście, mgły poranne i mżawę przez całą drogę- nic tylko zapakować plecak , awaryjny kapok Pufioka i dreptać przed siebie! Tak więc ja natrzaskałam zdjęć w tej klimatycznej pogodzie i dla własnej radości mam zamiar raczyć widokami wszystkich wokół.

( widoki są super mega ALE: było mokro, błotniście i mgliście . 
Jak się jeszcze ma mapę niekompatybilną z realiami w zakresie szlaków rowerowych, którymi te tereny są w kontekście mapiarskim zarysowane, może być jak to zazwyczaj u mnie czyli nowatorsko nawigacyjnie :) )

 ( jak widać po fryzurach mgła była mokra i ziemia była mokra . A jeśli ma się ze sobą Pufę należy zabierać kapok nawet w celach ochronnych przed  mokrym powietrzem :) nas też nie ominęło testowanie nowej kurtki przeciw atmosferycznym urokom gór (P.) i treków podobno antywszystko (jam). Potwierdzam- nie zaliczyłam bliższego spotkania z ziemią nawet na bardziej śliskich zejściach, w bucie nie odnotowałam kałuż, a błoto , które je szczelnie obkleiło ,elegancjo odpadło w domu - mogę polecać )

( na górnych zdjęciach widok z miejsca do którego wybraliśmy na spacer kilka dni wcześniej. Z parkingu graniczna , przez Przełęcz pod Czarnochem cały czas szlakiem żółtym, który na granicy państwa prawie niezauważalnie zmienia się w niebieski ale i tak dreptamy cały czas tą sama drogą i nigdzie nie zbaczając dochodzimy do  Janovicek i   Pensionu Zamecek. - smażonego, czeskiego sera i czeskiego piwa i mega deseru i gorącymi malinami. zdjęcia nie zostały poczynione ponieważ wszystko zostało pochłonięte w tempie szybszym niż moja zdolność przemyślenia tematu i naciśnięcia spustu aparatu. trzeba wierzyć na słowo , było pycha !) 

Z myślą o wyżej wymienionych smakowitościach, przed powrotem do domu postanowiliśmy spalić trochę kalorii i  zrobić miejsce na obiad. Wybór padł na szlak odchodzący z Przełęczy pod Czarnochem, prowadzący na czerwono rowerowo a później zielono przez  Słodną, Kościelec i Płoniec aż na Szpiczak. Była nawet opcja trzymania się czerwonego rowerowego aż do Szpiczaka i powrót szczytami, czyli trochę pętelką , w zależności od chęci , sił i pogody lub w razie negatywnej kumulacji powyższych wartości wrócenia się na którymś etapie i tyle. 
Plany swoje i życie swoje
I my swoje i mapy swoje :) 
Nie żebyśmy się zgubili. Co to ,to nie tym razem. Po prostu  przez średnią i mokrą pogodę wybraliśmy alternatywną trasę.
Z Przełęczy zaczęliśmy czerwonym , żeby wbić się na żółto / czarny ( hę?) tak czy siak iść cały czas wzdłuż granicy aż do czeskiego  :

Dobra, nie do końca wiemy jak się tam dostaliśmy, ale poszliśmy jeszcze kawałek , żeby stwierdzić , że widzimy ostre zejście . A ostre zejścia w drugą stronę okazują się nagle zmieniać w ostre podejścia . Więc czasem lepiej spasować , zrobić zwrot o 180 stopni i iść w znaną i lubianą stronę czyli w stronę planowanego obiadu w Janovickach .
Znacie to uczucie , kiedy idziecie gdzieś ,wiedzeni jedną , wszechogarniającą myślą o jedzeniu?
Bo ja znam. 
I znam uczucie kiedy wręcz przytruchtuję to drzwi a tam... laickie państwo  czeskie w święto  kościelne i zamknięte.
Ból , sutek i niedowierzanie . 
Nie tylko moje ale jeszcze kilku ekip które przespacerowały się krótszą trasą z Głuszycy, i jeszcze kilku spotkanych po drodze i uraczonych tą straszną wiadomością 
Otóż można sobie zapamiętać ,że w poniedziałki to jedzenia nie ma. A poza sezonem to można liczyć na zjedzenie czegoś głównie od czwartku do niedzieli. Jak się pamięta to jest łatwiej . Ja na pewno  na zawsze zapamiętam.


A wniosek końcowy jest taki , że niezależnie od pogody, jeśli tylko ubrać wystarczającą ilość warstw można zrobić sobie urozmaicenie jesieni :)



Czytaj dalej

Głuszyca


Kilka razy do roku, przy odpowiednich kombinacjach resztkami dni wolnych w pracy da się wytworzyć długi weekend. Takowy miał szansę zaistnieć na koniec października i voila!
Mamy zapsioną ekipę, zestaw planszówek, zapas domowego cydru, żółte krowy za oknem i widoki. Widoki wszędzie, wokoło, do spółki z końcem świata i totalnym chillem  .

 ( warto zrobić sobie weekend daleko za miastem bo ponieważ nic tak nie męczy psiej mózgownicy jak miliony nowych zapachów, również tych niezbyt przyjemnych dla człeczego nosa , luźno biegające burki przylepiające się do strategicznych suczych części anatomicznych, kuraki, gęsiaki i krowy na wyciągnięcie pyska :) )
I tu, na samym wstępie pojawia się mój osobisty dylemat moralny. Jeśli nie powiem gdzie nocowaliśmy, będzie to nie fair wobec gospodarza, który przez otwarcie drzwi swojego domu, na całą ich szerokość, dał nam możliwość spędzenie kilku dni w cudownym otoczeniu i domowej atmosferze, gdzie psy są mile widziane, a my mamy do dyspozycji przestrzenie do wspólnego spędzania czasu, gotowania i po prostu bycia.
Z drugiej strony jak  komuś o tym powiem jest duże zagrożenie , że wszyscy będą chcieli tam pojechać a ja chcę tam wracać jak najczęściej, mieć możliwość zaszycia się w  głuszy malutkiej miejscowości i wyjścia na szlak zaraz za płotem .
W związku z tym postanowiłam napomknąć o Agroturystyce Pograniczna ,ale tak delikatnie :)

( mało plusów miejscówy? pan Janusz, gospodarz to zapalony jeździec MTB, przewodnik a od soboty właściciel białego haszczaka Marleya ) 
Jak zostało powiedziane tak zostało uczynione: startując spod domu zaliczyliśmy trening tropienia w warunkach arcytrudnych . Tu muszę pochwalić Bu za błyskawiczne odnalezienie pozoranta ,mimo bliskości kilku zapłotowych burków. Bo o tym ,że Pufiok przesadził rów dziarsko wspinając się na leśną skarpę gdzie czekał człowiek-puszka mówić nie muszę :)

(" ale wiesz że jest prawie że kalendarzowa zima co niezbicie świadczy o tym że należy sznaucerowi zakładać bezrękawnik z golfem na każdy poranny spacer? " ) 

Dobra rada dla tych którzy się już wybiorą na wieś, w góry szczególnie. Jeśli przyjdzie Wam do głowy przespacerować się z psami po łączce pod lasem , albo nie spuszczajcie psów, albo ubierzcie się w strój ,który umożliwi Wam szybkie bieganie po pochyłym, mokrym, trawiastym terenie, podczas synchronicznego łapania psów na smycz , wydawania ewentualnych poleceń -korekt na drącą japę sucz i uciekanie przed goniącym was koniem pociągowym 
Ot , taka atrakcja :) 

Atrakcje regionu to wiadomo-góry i pagóry. 
My na pierwszy rzut wybraliśmy rowerowy czerwony, który nie wiemy po dziś dzień gdzie prowadzi ponieważ eksplorowaliśmy go w cekach fotograficznych i ja osobiście cieszę się, że mężczyznę mojego ze sobą zabrałam- ktoś mapę i położenie geograficzne ogarniać musi, szczególnie kiedy żeńska część  przeżywa chwile zachwytu na widok kolorów liści okraszone bieganiem za sukami z aparatem . 



Na drugi ogień poszła trasa z Andrzejówki. Już kilka razy startowaliśmy z tego miejsca z naszym dogtrekkingiem, m.in. WTEDY . Jeśli ktoś ma wielką ochotę informuję, że da się dojść z Głuszycy do Andrzejówy. Z buta. Ja należę do grona leniwców, co to nie będą dreptać , jeśli mogą podjechać . Więc parking pod Andrzejówą i na bogato ,trasą przez Waligurę, a co!

 (dobra, prawda jest taka że było zimno, ja pomyślałam " co tam, szybciej niczym innym się nie rozgrzeję" , wyparłam z pamięci poprzednie podejście do podejścia i wiedziałam , że albo wlezę tam teraz ,na samym początku albo uznam , że Waligura jest nieistotnym pagórem :) )

Dalej, szlakami trochę żółtym trochę czarnym przemieściliśmy się do Sokołowska . Całą trasę szłam z myślą o makaronie z oliwą truflową , który tam zjem. 
I wiecie co? tak jest ! w poniedziałki nieczynne. Radzę sobie takie rzeczy zapisywać nie tylko w głowach ale w każdym kajeciku, kalendarzyku i telefonie , żeby uniknąć sytuacji kiedy po dobrych kilku kilometrach marszu musicie obejść się smakiem . 
 ( wspominałam że wdrapaliśmy się też na Szpiczak i co odważniejsi wdrapali się jeszcze ! wyżej na wieżę widokową? widoki podobno zapierające dech :) ) 

 Koniec końców, przechodząc ok 16 km ( proszę nie zapominać o wspominanych wcześniej szczytowaniach, długich podejściach i zbyt krótkich zejściach ) dotarliśmy do punktu wyjścia czyli Andrzejówki. Niezmiennie NIEpsiolubna ugościła nas zupą i pierogami. Były chyba dobre, chociaż byłam już tak głodna, że smakowałby mi nawet szpinak :)




Czytaj dalej