Summer Dog Camp

Łiiii!! Byłyśmy całym stadem na obozie treningowo- szkoleniowo- socjalizacyjno- grilowym :D to ostatnie nie było do końca ujęte w ramowym planie wyjazdu ale moim osobistym zdaniem powinno być na drugi raz, w końcu ludzko- ludzkie integracje stanowią również bardzo ważny element.

Przeżywam ekscytację bliską rozpęcznienia z dumy bo i ja i sucze dały radę! oto fotorelacja , która mam nadzieję będzie zachętą , jeśli ktoś się waha czy warto wydawać pieniundze na taki wypad. Warto :D



Po pierwsze i najważniejsze- miejsce. Okolice Opola. Dla nas fajnie ,bo blisko. Jestem leniwa i pewnie nie chciało by mi się jechać kilak godzin na jakieś tam szkolenie.
Aleale: nasze ulubione Positive Dog do spółki z Top Dog zorganizowało się i zaklepało miejscówkę nad jeziorem Turawa. Przez 6 dni naszym czasowym domem stał sie ośrodek Jowisz w formie domkowej
W sam raz na psiarki wypad ., nie tylko zorganizowany i stadny- tereny spacerowe, domki o fajnym standardzie, możliwe wyżywienie , chociaż komentarz do obiadów- rzeźbiarstwa w prawie puree ziemniaczanym , śniadań i kawy ( ? )  i wyrobu nutellopodobnego sobie odpuszczę :)


 (terenów spacerowych wokół jezior sporo ,miejsc do focenia czyli czegoś co Puf lubi najbardziej też pod dostatkiem :D  mogliśmy spokojnie wyjść całą , niemałą watahą na spacer, spuścić psy i modlić się o niewytarzanie się w zdechłej rybie :P )

 (w temacie jezior- jest woda, są psie kąpiele. Nie było chyba takiej sytuacji żeby ktoś na nas naburczał za spławianie futer. Jasne- nie pchaliśmy się w weekend na oblężoną i odzieciowaną główną plażę, ale to instynktownie wie każdy posiadacz wodnego pieseła)

Skoro już wiadomo , że mieliśmy co jeść, gdzie mieszkać i czym grilować - są dostępne małe grille , duże murowane ustrojstwa i możliwa do wypożyczenia najlepsza na świecie rzecz czyli grillorozpalarka - wielka suszara , która zrobiła ze mnie władcę płomieni, można przejść do tematów szkoleniowych.
Zamieściłabym plan zajęć , który dostaliśmy na wstępie, ale został zeżarty przez nudzącą się w domku sucz, nie wiem którą ale tematy pożerania czegokolwiek zwalam zawsze na Pufioka :)

Były części teoretyczne , bez piesów, z nami symulującymi piesy- uwielbiam udawać Pufę !  siedzę,  się gapię, czekam na smaka <3 , praktyczne z piesami.. więc full wypas.
Na wielki plus zasługuje dostosowanie poziomu do kursantów. Większość tematów jak praca z klikerem, zostawanie i insze mam z obydwoma ogonami przepracowane. Ale zarówno Eliza jak i Karolina były bardzo otwarte na indywidualne zapotrzebowanie i problemy, przez co moje obawy pierwszego dnia że moje ciężko zarobione guldeny poszły na marne szybko się skończyły.

 (jak to już zostało powiedziane - co 2 psy to nie jeden ,a  co jedna motywacja to nie spotęgowana. A przy przetrzymaniu którejś suczy na tzw oczekiwaniu do podejścia, tak żeby widziała drugą, ćwiczącą, szybkość nauki wzrasta o 200 % ) 


Krótko podsumowując to co ja zyskałam ,  poza oczywistą socjalizacją :

- urozmaicenie ćwiczeń z samokontroli, Bukosławo, szykuj się . " karne metry" wjeżdżają jako must have ćwiczeń
- rozkręcanie Pufy , tak po prawdzie zapisując się na wyjazd, jeszcze bez Bukowych planów to było celem. I jest progres! nawet dwojaki:
1) Puf drze papę! szczeka, ujada. Może to nie jest zbyt dobre ogólnie zachowanie ale świadczy o wzroście charakterności sznupy.
2) Mamy inspirę jak namówić P. do aportu/ ciamkania czegoś , zabawy zabawkami. Lista zakupowa powiększyła się nam o dummy'ka o takiego:

3) Fitnessy piesełowe, ewidentnie jeśli nadal marzy mi się Bu  łapiąca dekle, przyda się więcej świadomości ciała
( świadomość swoją drogą  a zazdrość i motywacja pufinowa do wgramolenia się,  swoją drogą )

( " no dobra, wlazłam na ten dziurawy pączek- smaczek? " )
4) ogarnianie nowymi sposobami nieurywania Matronowej ręki. Działa ! 
(dziękuję Positive Dog za zdjęcie. Jak widać czasem Bu ma swoją interpretację egzaminacyjnego zadania pt. "luźna smycz"- ale trzeba przyznać jest luźna :P ) 

5) ułożenie w głowie posiadanej już wiedzy z zakresu klikania , BARFowania
tak, tego nooo.. okazało się że Bu może dostawać jeszcze więcej mięcha :D 

Niby niewiele, ale moja mózgownica chyba nie była by w stanie przyjąć jeszcze więcej wiedzy. Sucze kilka dni odsypiały emocje. Nie wspominam nawet o takich poradach jak "jak to zrobić żeby ci w końcu wyszło"- obejścia, przejścia , odbicia, wszelkie od/do

Wraz z nami, znosząc fochy Bukosławy, moje jęczyduszystwo nad Młodą i Pufionowy stoicyzm i mamtownosizm kursowali: 

 Delgado
 Kola
 Rawchi
 Sonia
Nacho
 Nessy
Spike
Morena
Sigma
Santi, Fenek uznał że foty są do bani dlatego jego miejsce zajęła Morena :) 


Dziękujemy za wspólnie spędzony czas, mnóstwo nauki, wymienionych doświadczeń, kaszankę na grilla i podział serka białego przy śniadaniu :)
Czytaj dalej

zdublować się

Puf jest ze mną od lipa 2014 czyli mamy za sobą  2 lata z przechodem uwspólnienia: kanapy, lodówki, przestrzeni w bagażniku ( zgadnijcie czyje rzeczy zajmują więcej miejsca przy pakowaniu się na urlop...) i ogólnej, codziennej wspólnej egzystencji.



Jak jest z psem każdy psiarz wie najlepiej.
Jak jest z psem typu Pufa nie wie nikt , bo Puf jest osobnikiem wyjątkowym , podejrzewam że stanowi kolejny, odrębny etap ewolucji psów w kierunku przejęcia władzy nad światem (ta jej mina, powaga, przemyśliwania ...) :)

Natomiast jak to jest  z 2 psami w kawalerce wie nie każdy, a ja się dowiaduję już od prawie 4 miesięcy. Jest to zatem właściwy czas żeby podsumować sobie co też się pozmieniało. No dobrze . Nie pozmieniało się nic. Wywróciło się do góry nogami :) 

Przed podjęciem decyzji o rozpączkowaniu futer poczytałam różne blogerskie podsumowania , kilka razy na spacerach  pogadałam z ludźmi , którzy nie tylko mają więcej niż 4 łapy w domu, ale i wyglądają jakby to ogarniali.
A jak się okazało to nie takie łatwe..

1. Finanse czyli historia o topnieniu lodowców

Może nie lodowców, bo ten proces jest w miarę powolny. W miarę, w porównaniu do wyparowania mojej pensyji ciężko zarobionej.
Taaa, obroże , smycz a nawet szelki Bu odziedziczyła po Pufie. Nawet kilka zabawek, których nie zdążyłam wydać, micha też się jakaś przewracała.
Ale bądźmy realistami. Absolutnie potrzebne były nowe szelki ( czyt. ładne, kolorowe a nie byle jakie używki) . Michy nie do kompletu? HELOŁ ?!

Je to to i to nie mało. Karma jaką dostałam w pakiecie skończyła się nim się zaczęła. Oczywistą oczywistością było zatem przestawienie młodej na to samo co konsumuje Puf.
Czyli płacz nad za małą zamrażarką wersja 2.0  i fochy na widok rybiego łba.

( denerwują mnie niedobrane do siebie wdzianka sucz. To się leczy jakoś? farmakologia/ homeopatia/ walnięcie się w łeb ? )

2. Czas ,czyli dobowydłużacz chętnie w darze przyjmę

Ktoś mi kiedyś wcisnął kit- dwa czy jeden i tak łazisz , to dreptaj z 2, jeden pies ( dwa ale jak jeden) . Odpowiadam zatem
"błahahahahahaha!"
Tja. Ogółem wychodzę z dwoma. Kojarzycie wadę wzroku- zez rozbieżny i chorobę Tourette'a z dodatkiem  pląsawicy ?
no witam.
Matka polka, 2 smycze, suki czekające aż ja zacznę drzeć papę, oj przepraszam , poczynać korektę nad pierwszą zeżerającą coś/ tarzającą sie w czymś , żeby ta druga machnęła jeszcze lepszy numer.
Co spacer.
Zawsze.
Pewniak.
I jak mantra w głowie " : jesteś kwiatem lotosu, chorernym kwiatem, unosisz się ... pęczniejesz i wybuchasz"


Jak widać nie da się medytować nad jednym psio-stanem. Kiedy jedną winnam rozkręcać, druga wymaga ogarnięcia wszystkiego wokół do wersji ZEN- krzywe źdźbło trawy- oł jeh, rozpraszacz! i zapomnij człeku o ćwiczeniach na koncentrację , dłuższych niż 3 sekundy, jeśli oczywiście masz w ręce parówę.
Uwielbiam spacery na Prowincji, gdzie nikt normalnie nie ćwiczy z psem ( przynajmniej nie spotkałam ,ale nadzieję mam ciągle ) .
Obwieszona saszetką na pierdy, saszetką (worem) na smaki ( 2 psy, 2 razy więcej ciastków) , smyczami , 2 dyndającymi zabawkami wzbudzam zainteresowanie gawiedzi wychodzącej z psem przed blok, w porywach do parku.
Aluzje,  że nikt normalny nie ma 2 psów bo po kiego grzyba spływają po mnie jak muł z rzeki po Bu


3. Ekwiwalenty, czyli bilans zysków względem strat -czy to się w ogóle opłaca

Jak się powiedziało A, że się chce mieć całe stadko wilkorów to już trzeba iść w zaparte i kwestię ogarnąć.
Jednakowoż po prawie 4 miesiącach stadkowania i permanentnego zeza rozbieżnego mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć " było warto" 


(foch wyrzut i obraza majestatu- ćwiczę z jedną, druga czeka. Summer Dog Camp i wykonywanie ćwiczeń w podskokach bo 
" terazjaterazjaterazJA " ) 

Motywacja na poziomie + 50. Bu ma zawsze motywację, ale Puf .. to co się teraz wyprawia przechodzi wszelkie pojęcie.
2 lata sznupa uczę brać jakąkolwiek zabawkę do paszczy. Wystarczył miesiąc z Młodą, żebym zobaczyła Pufiozę mamlającą piłkę. Wygląda na to że nadal nie wie po co to i na co, ale ROBI TO! kliker, kształtowanie.. przeżytek ! konkurencja !


(sucze są ..inne. z resztą chyba widać, jak różna jest interpretacja tematu pozowania na ławce :) ma to wielki minus. Moja głowa przeżywa katusze, różne sposoby podejścia, motywowania.. jeśli ja nie zeświruję, jest szansa ,że pomnożenie wszystkim wyjdzie na dobre :)  )


Kto zna Pufę wie ,iż jest to pieseł cichy,  spokojny, zrównoważony... Nie wiedzą tego moi nowi znajomi z Summer Dog Campu, gdyż że Puf przez cały tydzień, siedząc w domku, bez Matrona dawała popisowe koncerty. A ja jak głupia zamiast jakieś korekty, upominania to się jaram i cieszę :P

Przed samym wyjazdem została pożarta wielka torba psich ciastek. Rzecz jasna nie muszę mówić przez kogo. Najlepsze jest jednak to że jak wydedukowałam , zostawiłam  nieszczęsną paczkę w miejscu psiodostępnym dużo wcześniej. I sucz przemyślna przeczekała cały weekend, na moment wyjścia z Bu, żeby móc wszamać wszystko w samotności i z nikim się nie dzielić!

Wniosek z tego jest taki: uzyskałam motywację, działanie, które było ciężko osiągalne kiedy Puf była jedynaczką.
Nie wspominam nawet o codziennych zabawach. Sucze się nie bawią. One się miętolą, podgryzają i przewracają! Jeśli ktoś ośmieli sie w tym miejscu stwierdzić "pfff, każdy pies tak robi" odpowiadam grzecznie acz stanowczo. Nie. Nie każdy. Ale teraz o jednego więcej :D


Pomnożenie nakładów wszelakich wzrosło wykładniczo do ilości fura śpiącego na kanapie.
Na razie największe problemy z tym faktem miałam i nadal mam ja, a nie, tak jak czarnowidziałam Pufa.
Oczami wyobraźni, a tą mam bujną, widziałam Pufioka w głębokiej depresji, czującego się porzuconą, odstawioną na boczny tor. Nic tylko umierać, całkowita utrata sensu egzystencji.
Chwała Wielki Manitou udało mi się jakimś cudem nie popsuć układających się między suczami relacji. Oparłam się pokusie..prawie się oparłam, faworyzowania tej wg mnie biedniejszej, zdominowanej, załatwiania wyższej  pozycji sznupowi .
Teraz , kiedy widzę jak obie się dopełniają, jaki wpływ- i dobry i zły (ach te pufoszczeki..) mają na siebie wiem , że wzięcie 2.psa było najlepszym co mogłam zrobić. Dla siebie i dla Pufy. I dla Bu chyba w sumie też :)

Żeby nie było tak różowo i ociekająco tęczą informuję o szoku termicznym jaki przyszło mi przeżyć, wraz z podjęciem decyzji,  że Bu zostaje na mojej kanapie po wszechczasy.
Po idealnej Pufinie, niesprawiającej większych problemów, albo inaczej-sprawiającej takie, które brużdżą tylko mi, nadejszła wiekopomna chwila starcia się z prawdziwie psimi zachowaniami , na które w moim świecie nie ma miejsca.
I tak mam na koncie :
- lęk separacyjny,
- lęk separacyjny od separacji z Pufą,
- rzucanie się i kłapaniem zębiskami na psy które bezczelnie próbują podejść do Pufy kiedy to szanowna hrabina sznaucerrowa sobie tego nie życzy,
- rzucanie się j.w. kiedy jakiś durny pies bez instynktu samozachowawczego próbuje podejść kiedy Czupiradło mamla swoją piłkę/ szyszkę/ badyl/butelkę PET itd,
- destrukcję zakupionych za ciężkie pieniądze zabawek - przerzuciłam się na zabawki z lumpeksu. Zabawka powyżej dychy? zapomnij !
- próby zalizania osób które sobie tego raczej nie życzą- pozdrawiam Matkę moją i jej uślinione okulary :D 
- obszczekanie mojego Ojca , który miał czelność przebrać się w czarną koszulę !
- totalne obszczekanie połączone z próbami użarcia pomnika 
i kilka innych super bezczelnych ,psiowych zachowań, z którymi do czynienia nie miałam , a przyzwyczajona do stoicyzmu Pufy ,przy każdym pojawieniu się tych.. wybryków po raz pierwszy stoję i macham rączkami próbując wymyślić co by tu zrobić :)

Na szczęście do spółki z wmawianiem sobie bycia kwiatem lotosu powtarzam sobie , że przecież w końcu jej to przejdzie  / ja się naumiem jak tą Chorerę ogarnąć :) poczekamy zobaczymy 


Czytaj dalej