LENDOG czyli II zawody o puchar sołtysa


Łażenie z psem po górach to niezaprzeczalnie jedna z tych aktywności , którą z Pufą lubimy najbardziej. Skąd to wiem? Ano stąd , że kiedy zakładam jej sportowe chomątko widzę u niej ewidentną ekscytację. Wiadomo- na pufionowym poziomie , ale jednak :)

Do tej pory zawsze brałyśmy udział w edycjach organizowanych w ramach  Pucharu Polski . Tym razem udało nam się wybrać na Lendog. Na szczęście nie same a z Olafem i Matką Terierów . I dobrze , bo jak się gubić, tfuuu...  , wybierać alternatywną trasę to wiadomo- większym gronem ciekawiej.

Pozwolę sobie opisać nasz udział tu na bazie porównania z tamtym.

Miejsce: Chełmsko Śląskie, niedaleko Lubawki.
Jest to nowo odkryte dla mnie miejsce, do którego na pewno kiedyś wrócę prywatnie. Świetne, nie bardzo forsowne górskie tereny , ze szlakami prowadzącymi w dużej mierze przez lasy, a więc dostępnymi prawie cały rok- cień, brak urywającego głowę wiatru i insze tego typu plusy

Organizacja : Zupełnie inna od Pucharu. Tutaj bardziej połączona z imprezą dostępną (i atrakcyjną) dla mieszkańców okolicy.
W związku z tym już z samego rana, jeszcze przed rejestracją przywitała nas bardzo dźwięczna, polska muzyka o nierozbudowanym tekście. Niewątpliwie energetyczna i skoczna :)
Po powrocie z trasy okazało się , że impreza nieźle się rozkręciła. Przywitałyśmy dość mocno zadziwionym wzrokiem dmuchany zamek, dystrybutor waty cukrowej i scenę pełną głównie śpiewających przedstawicieli okolicznym podstawówek i przedszkoli. Impreza jakich mało :)

Sami organizatorzy od pierwszej styczności bardzo mili i chętni do udzielania informacji jak i do wysłuchania naszych osobistych odczuć, które możliwe że nie mają dużo wspólnego z rzeczywistością , ot, takie nasze pojojczenie na niedolę i los. Duży PLUS

Minus: brak jedzenia na trasie :) może przyziemne, ale osobiście bardzo lubię doczłapać się do punktu z owocami i ciachami.

Trasa:  długości tras optymalne. Myślę , że każdy znalazł coś dla siebie. Niezbyt wymagające, takie w sam raz.
Za to punkty kontrolne tylko 3 ALE: na każdym punkcie ktoś na nas czekał! szoking, w porównaniu z dotychczas mijanymi na PP kartkami na drzewie.



(chociaż tu miałam szczęście-wylosowałam kormorana który w domniemaniu mógł być wg mnie również perkozem oraz lochę z młodymi. wiem, że mogło byś trudniej więc nie narzekam . A przed kolejną edycją obiecuje sobie podszkolić się w rozpoznawaniu lotów i nielotów)

Minus: mapka.  Moim osobistym zdaniem kopia mogłaby być lepsza, wyraźniejsza. Taka przyślepa jednostka jak ja musiała się intensywnie napatrzeć czy cienkie kreseczki to ścieżki a może poziomice (??) . No i brak skali na mapce. Niestety zdarzyło nam się nie być pewnymi gdzie jesteśmy. Zakładałyśmy że jesteśmy już hoho , a tu niespodzianka. Wydaje mi się , że skala pomogła by nam trochę.
I jeszcze jeden minus w kontekście takich zafiksowanych na zadanie uczestników jak my:
wbiłyśmy sobie do głowy , że na pewnym etapie idziemy szlakiem zielonym tak długo,  aż nie spotka się on z niebieskim. I spoko. Idziemy, idziemy..idziemy i idziemy. Tak jest. Przestrzeliłyśmy i to zdrowo. Zaczynamy poszukiwania szlaku. W końcu jest! sukces. Oznaczenie na obijający szlak (odbijający w prawo) był na drzewie , ( po lewej stronie ), przy którym ktoś inteligentnie ułożył wyższą ode mnie (co swoją drogą nie jest trudne :P ) stertę drzew po ścince. Niby nic, a jednak i człowiek i pies musieli się nałazić dodatkowo .
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Poza spalonymi kaloriami (sezon bikini a przynajmniej krótszych spódnic zbliża się nieubłaganie...) doszłyśmy do punktu widokowego na Kruczych Skałach. 




(jest punkt widokowy, są i foty. Czyli w końcowym rozliczeniu nie jest tak źle żeśmy się tu wdrapały; u stóp chyba raczej Lubawka)

(wspominałam, że zamiast kartek na drzewach byli ludzie? Byli, czasem zakamuflowani i machający bronią. Pozostaje mieć nadzieję że nienabitą lub ,że jesteśmy po tej samej stronie barykady )


( i jeszcze dyplom w antyramie, więc można go sobie od razu powiesić na honorowym miejscu! i upominki i mapka super. A idea puzzli mapkowych -przecudna, kupili mnie już tym :) Bardzo jestem zadowolona  ,że pozwolono nam je zatrzymać, na Pucharze zawsze są zabierane. Cały czas nie mogę dojść dlaczego, skoro trasa i położenie punktów się zmienia, a skoro edycje są robione w tym samym miejscu , np Złoty Stok, i tak nie ma siły, żeby nie iść , przynajmniej we fragmencie tą samą trasą?? Będę wdzięczna jeśli ktoś mi to wyjaśni :)  )

(na koniec som i my i mapka w dłoni. W dłoni na wierzchu żeby się nie gubić-wiadomo) 

Za taszczenie aparatu i uwiecznienie nas na fotach dziękuję  Matce Terierów
Czytaj dalej

Pufa testuje ??



Wymyśliłam sobie, że poczytam jakieś psie pisemko.
Wybór padł a jakże, na  Dog and Sport  , Pufioza średnio aktywna, ale może jakaś wiedza w głowie zostanie, nie wiadomo co to nam przyszłość przyniesie :)

Z pierwszym, lekko zagubionym po drodze do mnie numerem dostałyśmy okrągłe fioletowe cudo. Jakoż że Pufiok mało zabawkowa po pierwszym zdziwieniu przypomniało mi się co to. To TO COŚKU o czym wszyscy piszą , testują, peany wygłaszają ! Puller!
W związku z powyższym, skoro już mamy cudo , o którym marzą w snach (prawie) wszystkie psy , i my testujemy!
Oto wyniki .
Test pierwszy : W DOMU



Test drugi: NA SPACERZE:





Podsumowanie:
- materiał kolorystycznie bardzo fajny, lubię kolorowe zabawki
- jest lekki, jednak nie da się go wcisnąć do kieszeni. Ale jak widać po testach można powiesić go na psie, niech niesie, a co.
- wielkość: dla Pufiozy bardzo dobra, nawet po odchudzaniu ładnie zatrzymuje się na barkach. Wracając do koloru, podoba mi się kontrast między czarną sierścią a fioletem Pullera. Zastanawiam się jakby na innym futrze wyglądało.
- po rzucie leci dość daleko. Dla mnie to minus, muszę daleko po niego chodzić.
- plus posiadania Pullera jest taki , że mogę poszpanować na spacerze. Skoro wszyscy szanujący się psiarze wiedzą co to jest...
-  dla mnie: mogę poćwiczyć proste siedzenie na poziomie  P0 - spada rzadziej niż książka. samo dobo dla właściwej postawy

Oczywiście całe testowanie jest wykonane z dużym przymrużeniem oka, ALE  dzięki poradom Positive Dog  wróciłyśmy do ćwiczeń nad motywacją do zabawy. W czasie pisania tego postu zaczęłyśmy ćwiczenia nowo poznaną metodą- kształtowania. Efekty są absolutnie niesamowite- to właśnie dzięki temu udało się spokojnie zrobić zdjęcia z Pufiokiem trzymającym zabawkę a nie tylko patrzącą na nią ze zdziwieniem
Trzymajcie kciuki za nas, mam nadzieje , że w końcu uda nam się nauczyć po prostu czymś bawić :D

Czytaj dalej