Rymarz Kalenica Zygmuntówka


Czasami ambicje człowiek ma duże. Czasami większe kiedy ucierpi duma. Skoro ostatnio popisowo się zgubiliśmy, a nie przepraszam, mówi się wybraliśmy alternatywny szlak, w kolejny weekend nie mogliśmy odmówić sobie próby dojścia tam gdzie od początku chcieliśmy .
Poniżej kilka zdjęć z naszej wyprawy z Przełęczy Woliborkiej , przez szczyty Kalenica i Rymarz do Schroniska Zygmuntówka i z powrotem, bez nawigacyjnych ekscesów :)

Tak jak wspominałam ambicje wielkie więc na szlak czerwony , na Przełęczy Woliborskiej weszliśmy dokładnie o 9.15. Mieliśmy okazje schodzić nim ostatnio więc do Bielawskiej Polanki wiedzieliśmy czego się spodziewać.
Na tym odcinku jest praktycznie tylko jedno trochę bardziej męczące podejście, więc nie trzeba się obawiać zbytniego zasapania, a i zimą jest to możliwość rozgrzania się czymś innym niż targana ze sobą herbata w termosie.

( nie wiem czy to nasze szczęście, czy kwestia pory roku ale na całej trasie bardzo często spotykaliśmy powalone w poprzek ścieżki drzewka. Niby nic, ale często nasz szlak był częścią trasy MTB- życzę dobrego wzroku i refleksu rowerzystom )

( z Polanki dalej szliśmy szlakiem czerwonym, prowadzącym głównie przez las. Jeśli przyjdzie  nam do głowy wrócić tam latem, miło będzie dreptać w cieniu :) )

 ( ścieżka poprowadziła nas przez szczyt Żmij na Kalenicę. Jest tam miejsce ogniskowe ? trochę zasyfione, cóż, nie każdy wie , że w ognisku nie spala się wszystkich śmieci jakie mamy przy sobie, ale jak widać jest to wiedza zarezerwowana  dla nielicznych :/ 
Jest też wiata o której stanie od środka lepiej nie mówić, a szkoda bo termosowa herbata musiała zostać wypita pod atrakcją szczytu czyli.. wieżą widokową :)  ja się nie odważyłam na nią wejść, usprawiedliwiłam się , tym , że przecież nie zostawię Pufioka samego na dole ;P Chłopaki odważne , weszły, wieża stoi , więc chyba aż tak zardzewiała nie jest :) )

 ( z Kalenicy cały czas czerwonym, nadal przez las, do Zimnej Polany. Stąd jest kilka odbić w różnych kierunkach. Plus dla całej trasy za dobre oznakowanie )

 ( zaraz za Zimną Polaną jest znak na szczyt Rymarz, trzeba przejść podobno 300 m. Może i... , trochę pod górkę, ale głupio przechodzić obok i nie " zaliczyć " tego szczytu. Przy czym uwaga, łatwo go przeoczyć. Byliśmy pewni że ta kupka kamulców to właśnie on, wracając okazało się, że "ustawowy " szczyt już minęliśmy a jest on oznaczony tabliczką ukrytą na drzewie po lewej stronie, takie urozmaicenie wędrówki- znajdź szczyt :) )

( po drodze do Zygmuntówki zachaczyliśmy jeszcze o restauracją (?)  Akwarium  , obok której jest spory parking. Można spokojnie zostawić auto tam, i wejść np na czerwony szlak :) trochę dalej jest ...    tadaaaa! cel wyprawy- schronisko Zygmuntówka. Psiolubne:) My tradycyjnie załapaliśmy się na obiad : żurek i pierogi. Wszystkie dania tam serwowane domowej roboty i za 9 zł :) . Zaraz obok schroniska biegnie stok narciarski. Wyciąg zaczyna się poniżej , koło Bukowej Chaty . Mimo ogólnego braku śniegu ten stok był dośnieżony , rozstawione były armatki, można pojeździć. My ruszyliśmy w drogę powrotną trochę inną trasą- w górę czerwonym szlakiem..)     

(.. przecinając stok narciarski , na którym Puf zawarła nowe znajomości z prawdziwym psem instruktorskim! To nie żart:) chihuahua należy do instruktorki narciarstwa i dzielnie BIEGA za nią po stoku (Pani zjeżdża na nartach), weszliśmy na szlak czarny  MTB  . Założyliśmy , że mimo iż dłuższy niż nasza poprzednia trasa, będzie miał mniej różnic wysokości, więc docelowo przejdziemy go szybciej)

( szlakiem MTB doszliśmy znowu do Bielawskiej Polanki a stamtąd prosto do auta. Widoki jakie nam towarzyszyły przez całą drogę dla mnie były cudowne. Żadne słońce nie da takich efektów wizualnych jak gęsta, górska mgła :) w aucie zasiedliśmy o 16.20 bez zbytniego spieszenia się. Idealnie żeby wrócić do domu na podwieczorek :)   )  
 

a tak wygląda piesa w górach
Czytaj dalej

pies tropiący żarcie





Uwaga , uwaga, Puf wchodzi na kolejny level! Jeszcze o tym nie wie, a jak się dowie nie wiem jak podejdzie do tematu ,ale uznajmy ,że nasz model wychowania psa zakłada moją decyzyjność , taka chińska psia matka ze mnie :P
W ramach wszechogarniającej miłości w Walentyny wysłałam faceta na polowanie (możesz iść na ryby ale nie wracaj bez BARFA dla piesy.. wrócił bez ) a sama zapakowałam siebie , Pufioka i Sunię z jej  Pańcią do auta i ruszyłyśmy sprawdzać czy sznup wie do czego służy nos. Poza dźganiem  nim mnie kiedy chce głaski :) Sunia już miała okazję raz ćwiczyć, ogarnęła temat od razu, więc byłam dobrej myśli co do nas.
Nie będę się rozpisywać na czym całe zajęcia polegają, jak ktoś jest ciekawy zapraszam do Positive Dog , będzie można nas tam spotkać bo JA się strasznie wkręciłam w temat tropienia, widzę oczami wyobraźni, a tą mam oj bujną.. , same pozytywy , które szkolenie przyniesie nam obu.
Na razie byłyśmy na 1, słownie jednych  zajęciach.
Puf nie do końca kumała o co w tym wszystkim chodzi , ale właściwe argumenty dotarły nawet do jej czarnej mózgownicy.

Ktoś ma TWOJĄ puszkę   -   ktoś znika z TWOJĄ puszką  -  szukaj!!


Poniżej zdjęcia od Positive Dog, ja byłam zbyt zaaferowana żeby w ogóle pamiętać o zabraniu aparatu. Mam nadzieję , że dzięki tropieniu:
- poprawi się nasza psio-ludzka relacja, wierzcie mi , to nie jest takie łatwe zaufać w pełni swojemu psu, szczególnie kiedy co 2 kroki patrzy się na was z miną " Matron, i CO teraz, co my poczniemy ??"
- Pufa wzmocni swoją pewność siebie, w końcu to ONA ma decydować gdzie idziemy, ja się tylko ciągnę na końcu linki
- może mi się sznup trochę rozkręci?:)
Jestem dobrej myśli i już nie mogę doczekać się kolejnych zajęć. Coś czuję , że to będzie TO COŚ dla nas.
Trzymajcie kciuki na nochal Pufioka!
 (mój wielce nakręcony pies :) dobra , wylazłam z auta, co teraz?)


 ( to jest twoja pucha , którą zaraz ci pozorant podprowadzi, kumasz psie ?)

( jest! jest trop! tudzież jest, jest żarcie! .. ważne że działa :D )

 (ogon w górze, wielka duma!)

Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Positive Dog
Czytaj dalej

Góry Sowie we mgle


Tradycyjnie kiedy tylko pogada dopisze, czyli nie ma temperatury przy której akumulatory odmawiają posłuszeństwa ani śniegów przy których mam wizje zakładania łańcuchów zaraz po wyjeździe za administracyjne granice miasta postanowiliśmy zrobić sobie jednodniowy wypad w górki tudzież pagórki. Wybór padł na nasze ulubione ostatnio Góry Sowie. Po zdobyciu  Wielkiej i Małej Sowy   postanowiliśmy rzucić się na takie szczyty jak Rymarz , Słoneczna i Kalenica z planem obiadowym w schronisku Zygmuntówka.
Wszystko przez książeczki PTTK, które znalazły się w posiadaniu Mojego przy okazji zaliczania wieży widokowej na Wielkiej Sowie. I takim sposobem Góry Sowie są od jakiegoś czasu naszą podstawową destynacją .
Plan mieliśmy ambitny, i mimo tego co się wydarzyło chcemy przy najbliższej okazji go powtórzyć.

Mianowicie: trasa prowadząca szlakiem czerwonym z parkingu , poprzez szczyty do schroniska, powrót tą samą trasą. Mam nadzieję, że już niedługo uda się nam to, a na razie to co wymyśliliśmy w zeszłym tygodniu:
A i owszem honia została zaparkowana w miejscu oznaczonym zgrabnym :) kółeczkiem na mojej zaadoptowanej mapce.  Niestety siła wyższa zesłała na nas i na górsko zacną mgłę a może i jakąś formę pomroczności jasnej ,bo nie zauważyliśmy znaków kierujących na czerwony szlak, więc ochoczo ruszyliśmy szlakiem żółtym MTB, bo przecież skoro są na nim ślady opon osobówki, na bank było to auto dowożące zaopatrzenie do Zygmuntówki, więc heja, idziemy. Nie wiem skąd taki pomysł a przede wszytki skąd pewność o słuszności naszego tentegowania :)
Mogę śmiało powiedzieć , iż szlak MTB jest bardzo przyjemny, lekkie podejścia i niewielka różnica wysokości pozwoliła nam i dziarsko dreptać i porobić trochę zdjęć, żeby móc udowodnić jaka to mgła nas spotkała.
Przez cały czas marszu drogą MTB nie spotkaliśmy nikogo , co nas ani trochę nie zaniepokoiło, w końcu są świeże ślady opon, za to ścieżka była poprzecinana mnóstwem tropów przeróżnych zwierząt. Puf chyba wczuła się w dziką atmosferę bo nawet sobie trochę pohasała :)

(widoki super, mgła okazała się bardzo klimatyczna, pewnie  by taka nie była , gdybym była tam sama :) )

(piesa taka skoczna :) proszę zauważyć że śniegi są, a swetra nie psie nie ma :)  dieta cud :) )



( w kółku zostało auto, my po około 2 godzinach znaleźliśmy się w miejscu "tu jesteś" . Letko się minęliśmy z czerwonym szlakiem obchodząc " Dzika "  i CHYBA będąc po drodze gdzieś w okolicach "Diamentowych Skałek :), na mapce z oznaczonym szlakiem MTB widać też nasze wesołe odbicie drogą pożarową-można? można :) .)

Mimo najlepszych chęci miejsce w którym znaleźliśmy się po 2 godzinach pokrzyżowało nasze plany zdobywcze. Nie będąc pewnymi pogody podjęliśmy decyzję o skróceniu trasy tylko do Bielawskiej Polanki, z której mogliśmy wejść na nieszczęsny czerwony szlak i wrócić do samochodu.

(droga do Bielawskiej Polanki zmusiła nas do trochę większego wysiłku, ale może to kwestia rozleniwienia po prawie płaskim szlaku MTB )



( jedyny , może nie minus, ale punkt w ramach atrakcji tej części czerwonego szlaku, którą wracaliśmy to ostre zejście zaraz za Polanką ) 

To co dało nam w kość przez całą wyprawę to plusowa temperatura. W nocy spadł świeży śnieg, który jeszcze nie zdążył się stopić, pod nim zalegała za to głęboka warstwa czegoś stopionego o konsystencji ..budyniu . Niestety powyżej poziomu podeszwy ,więc oboje wróciliśmy z mokrymi pamiątkami w butach. 
Mamy w planach kolejne podejście do tematu, przynajmniej wiemy już gdzie zaczyna się nasz szlak :)  chociaż okazuje się że stwierdzenie "nasz szlak" jest bardzo względna" o ile ma się herbatę w termosie i kanapki z pasztetem na drogę :)
Czytaj dalej