grzebanie na inteligencję


Ostatnio przeżywam powrót do korzeni czyli do robienia pewnych rzeczy własnoręcznie. Tendencja ta nie ominęła Pufy.
Udało mi się  zrobić zabawkę na inteligencję i na aktywizację, która działa na Pufiozę :) a to już niemały sukces. Oczywiście cała aktywność polega na szukaniu groszków, ale zawsze jest to inne działanie niż toczenie kuli na smaki czy konga.
Zależało mi na wykorzystaniu a raczej uaktywnieniu naturalnej psiej czynności czyli kopania i węszenia. Puf w ziemi za nic nie chce grzebać, ot, takie hrabiostwo, łap nie brudzi, z węszeniem już lepiej.
Tak więc wykorzystując to co mamy akurat w domu udało nam się stworzyć coś co ją zajmuje na kilka minut:)






Po skompletowaniu wszystkiego wystarczy pociąć materiał na kawałki adekwatne do wielkości psa.  Za małe kawałki mogą być niebezpieczne, w za duże szmatki nie zaplączą się groszki.
Groszki najlepiej "wmieszać" w materiał, tak aby nie były tylko na dnie, ale w obrębie całego pudła. 

Czas wykonania ok 15 minut, ale zależy to jak szybko uda się pociąć odpowiednią ilość materiału :) 
Koszt : minimalny, nawet przy konieczności zakupu materiału, polecam sklepy z tzw. resztkami tkanin.

Jestem świadoma , że przy niektórych piesach szmatki latałyby po całym mieszkaniu, u tak stonowanej suczy jak Puf, jest to idealne rozwiązanie , żeby zająć jej kilka minut





video

Czytaj dalej

psia kawa czyli nowe miejsce

Odnoszę wrażenie że psiarze dzielą się na 2 grupy: tych którzy z psem na spacer chadzają do parku , do lasu, nad rzekę itd oraz tych którzy w ramach spaceru zabiorą psa ze sobą do kawiarni czy nawet na shopping. Tu, sądząc po zdjęciach prym wiodą aktualnie buldożerowi opiekunowie.Moimi faworytami i inspiracjami jeśli chodzi o wrocławskie "miejscówki" są Franek i Emil czyli Lowelasy na Lansie

Ja z wielką dumą przypisuję się do grupy centrum, chadzając na długie spacery po wałach czy jadąc w góry jednak nie stroniąc też od zwiedzania okolicy w towarzystwie  Pufy, zahaczając to tu to tam na kawusie i ciacho, przecież trzeba uzupełnić straty kaloryczne pospacerowe :)

Wiem ,że nie każdy czworonóg nadaje się na bywalca knajpek i nie każdemu leżakowanie i "glapienie" się na otoczenie sprawia frajdę, jednak Puf okazała się być prawdziwie wielkomiejskim psem, który przechodząc obok knajpki , w której często bywamy zawsze uaktywnia w sobie tryb woła pociągowego w kierunku wejścia .
Jednocześnie widzę że średnio długi spacer i "kawing" daje jej tyle bodźców- zapachy, nowe miejsce, nowi ludzie, dźwięki, że przychodzi do domu i pada jakbyśmy właśnie zrobiły jedną z naszych dużych tras :)

Nie każda kawiarnia czy knajpka jest psiolubna, jednak jest ich coraz więcej. Psy przestają kojarzyć się z brudnym , śmierdzącym zwierzakiem . My mamy kilka swoich ulubionych , nie raz wymienianych. Na ostatnim spacerze Sunia i jej Pani zabrały nas na Nadodrze do  Znasz Ich. Cafe Bistro Codziennie gotuje inny cudotwórca-przepyszne jedzenie, do tego menu ,które dzięki zmienności nie może się znudzić. Miejsce sprawdzone i godne polecenia , szczególnie zimą w ramach rozgrzewającej przerwy w spacerowaniu .
Oto jak można miło spędzić wieczór na rozmowie i to  w towarzystwie sierścioków:

( Kultura musi być, jest kocyk-może być kanapa :)  )


(idą muffiny)

(tak męczące może być to socjalizowanie się ) 



   (ja osobiście jestem czuła na wystrój, barowa aranżacja nawet przy najlepszej kawie i ciachu nie zachęci mnie do powrotu. Tutaj nie można mieć żadnych zastrzeżeń, piesy też nie mogą-miska z wodą zawsze się dla  nich znajdzie )
Czytaj dalej

On się tylko tak bawi

Gdyby Pufa mogła opisać swoje wrażenia ze spaceru z którego właśnie wróciłyśmy , wnioskując po jej minie, mogły by brzmieć tak:


Matko wszechgroszkowska!
Mało mnie pikawa nie wyleciała!
Ale od początku. Wracamy z Matronem ze szpaceru, nawet fajny, pohasałam dupskiem po psiej górce , pięknie przeszkody zaliczałam, Matron dumna.
No i tak wracamy przez park stałą trasą, po drodze bułkopunkt i mięsopunkt, ja na sznurku bo te małe wrzeszczące człowieczki się teraz plączą .
I tak idę i kminię ile to groszków jeszcze Matronowi w kieszeni zostało, a tu nagle!
Zawał na miejscu.
A przecież ja sercowiec jestem teoretyczny! Taki kolo mojego wzrostu, jak mnie nie napadnie, niby że cześć, ale nachalny jak nie wiem, i ogon mnę wącha i głowę i naskakuje! Przepraszam , ale na damę to nie wypada. Kolo bez sznurka , bez człeka! Ja tam lubię się witać, ale proooszę, są limity. No ale ja spokojnie, opanowanie , klasa zachowań, ale on z pyskiem do mnie i uzębieniem ! Mimo że ja się na rozciągłość całą linki chciałam ewakuować.
Jest taki teraz modny termin :
"agresja smyczowa" 
i wiecie co? My to mamy... Tzn. ja nie. Ale Matron tak.
Jak temu tam na końcu smyczy (czyli Mnię) coś się nie tak dzieje, jakieś zagrożenie ,to ona takiej agrechy dostaje... Nie od razu , czeka parę sekund czy zlokalizuje człeka od pieseła- prowodyra , ale jak nie zlokalizuje, albo po więcej niż 5 sek.  to ... no cóż .
To się chyba leczy , nie? kojarzy ktoś szkolenia dla Matronów? luźna smycz, Matron w kontekście szkolenia pozytywnego czy coś? "

Śmiechy chichy, ale mnie to już nie śmieszy. Nie wiem czy ja takich ludzi przyciągam? W połowie można powiedzieć , że to nie głupota wrodzona czy ignorancja tylko tak o wyszło, nie pomyślałem . 
Dziś: pani w futrze w kolejce w mięsnym. Smycz w ręce, pies poza sklepem lata po chodniku i NAMOLNIE wita się z Pufiokiem, po czym stwierdza,  że skoro ona ewidentnie nie chce mieć z nim kontaktu czemu by nie kłapnąć zębami?   Puf akceptuje nachalne psy, ale tylko trochę, potem zaczyna panikować- taki egzemplarz.

To nie jest tak, że dostaję szaleju jak obcy pies podejdzie do mojego i zrobi coś nie tak, ale mając na uwadze, że niektóre z negatywnych przeżyć sierścioka ciągną się konsekwencjami jeszcze długo po incydencie jestem wyczulona na takie sytuacje.
Zawsze wtedy proszę właściciela o odwołanie psa, tłumacze,  że ona taka jest i po prostu nie ma ochoty na np przewalanie się po ziemi.
Ale co innego
KIEDY WŁAŚCICIEL NIE POTRAFI ODWOŁAĆ PSA, a najzabawniej (boki zrywać ze śmiechu ;/ ) kiedy nie potrafi odwołać i jest hen, hen daleko od psa i epicentrum zajścia
KIEDY WŁAŚCICIELA NIE MA (piękna , dzisiejsza scenka)

Matka natura dała mi donośny głos który wywabił głowę pani od feralnego psa - reszta pańci stała w kolejce , priorytety muszą być zachowane . odpowiedz na moje uwagi:
on się tylko tak bawi
Nie wiem jak na Was, ale na mnie takie stwierdzenie działa jak płachta na byka. Potrafię powstrzymać się od impertynencji jakie przychodzą mi w takim momencie do głowy , ale nie potrafię przejść obok czegoś takiego bez słowa.
Czasami trafiam na osoby którym dopiero wtedy otwierają  się oczy-widać to po minie, ale są to wyjątki do policzenia na palcach jednej ręki. Większość jest jakby nieprzemakalna w swoich poczynaniach. 
Żałuje zawsze tylko ,że Puf nie jest słusznych rozmiarów astką lub rotką, jakoś sznupowa postura nie robi wrażenia -właściciel mógłby trzymać psa na smyczy z obawy o  bezpieczeństwo swojego podopiecznego (tu dziękujemy stereotypom :) ) 
Czy tylko ja tak pechowo trafiam ? 
Ma ktoś pomysł co tu takiemu delikwentowi powiedzieć? 
Może jest jakaś magiczna formuła która dociera do głowy i uświadamia? 
 ( Pufioza leży i kmini nad inteligiencją i zachowaniem niektórych człowieków , ale i tak ze wszystkimi się przywita  :) )
 
Czytaj dalej

DIY na święta


Święta tuż tuż a na wielu blogach i stronach można znaleźć rankingi i pomysły na prezenty. Bardzo lubię tego typu zestawienia, na wiele z polecanych produktów pewnie bym nie trafiła, a tak, proszę, gotowe ,tylko kupować :)
My w tym roku na tyle na ile można stawiamy na handmade'y . Stąd pomysł na ręcznie malowane , a raczej rysowany torby, z grafiką dedykowaną dla każdego z obdarowywanych.
Z manualnymi zadaniami dotyczącymi tkanin mam małe problemy, na szczęście nie trzeba było niczego szyć :)
Torbę kupiłam  TU , siedziba firmy znajduje się we Wrocławiu, więc po zamówienie podjechałam osobiście, a na miejscu okazało się , że zamiast zwykłej lnianej torby za  ok 3 zł trafiły mi sie trochę droższe, ale za to grubsze i z zamkiem i kieszonką w okazyjnej cenie:)  więc czasem warto spotkać się osobiście z kimś z firmy. Na stronie producenta są tylko torby w ilości hurtowej, ale wystarczył kontakt telefoniczny z miłym Panem i okazało się że chętnie sprzedadzą nawet 1 sztukę :)
Torby nie były impregnowane, ale profilaktycznie przed rysowaniem je wyprałam-stąd zagniecenia, jak to na lnie.



Same pisaki kupione na allegro kosztowały ok 7 zł za 6 kolorów. Można kupić również pojedyncze kolory z innych firm , ale cena jest relatywnie wyższa.
Mimo początkowego sceptycyzmu co do jakości pisadła okazało się ,że dają radę, nie "rozlewają" się po tkaninie a końcówka jest wystarczająco cienka, by można było wyrysować trochę szczegółów.



Poniżej pierwsze , próbne podejście do rysowania. Dzieło po wykonaniu musi poleżeć dobę przed zaprasowaniem , które go utrwala. Testowe pranie też niczego nie zniszczyło, odbyło się jednak w warunkach "ręcznych", w raczej chłodniejszej wodzie .



Czytaj dalej

w kupie siła



Odkąd pojawiła się u nas piesa, odkryłam ile istnieje rzeczy ,które można robić z sierściokiem. A jest ich ogrom. Jednak wszystkie je dzielę sobie na 2 kategorie:
- te, w których Puf mi towarzyszy:  wyjścia w najróżniejsze miejsca -od kawiarni po galerie sztuki, wyjazdy itd
- oraz te, w których to ja jej towarzyszę
Do tych drugich należą spacery. Poza sporadycznymi wyjątkami, kiedy wychodzimy tylko na tzw. szybkie siku, każde wyjście jest nastawiona na węszenie, obwąchiwanie, dreptanie, eksplorowanie, witanie się z innymi psami. Jeśli Puf ma dostarczone wystarczająco dużo bodźców, nie musimy być na spacerze bardzo długo, żeby pies był zadowolony, a po powrocie do domu grzecznie leżał w pontonie i zbierał siły przed kolejnym wyjściem .

Zaraz po wzięciu Pufy odkryłam, że nie za bardzo lubi obcować z większymi od siebie psami. Dotyczyło to nawet kurtuazyjnego obwąchania się , o zabawie nie było mowy . I co tu robić kiedy wszyscy wokół mają brytany a nasza mała kulka trzaska focha?  A ja tak bardzo chciałam postać sobie z innymi psiarzami , pogadać, kiedy nasze psy biegają wokół,  bawiąc się :)
Wniosek i recepta była jedna: trzeba Pufę socjalizować i z większymi przedstawicielami gatunku i ze stadem , bo to stanowi problem po dziś dzień, jakoś sucz  tłumów nie lubi.

Początkowe obawy jak i gdzie to robić rozwiały się bardzo szybko. Okazało się że Wrocław psimi , zorganizowanymi spacerami stoi i jedyna mała niedogodność to potrzeba przemieszczenia się  w inny zakątek miasta . Tak zaczęło się nasze uczestnictwo w tych że spacerach.
Różnica w zachowaniu Pufy-ogromna. Piesa odkryła chyba , że nie wszystko większe od niej jest niebezpieczne, a i czasami pobawić się można z więcej niż jednym kolegą  .

I patrząc na korzyści płynące ze wspólnego spacerowania, tak dla psa jak i dla człeka - ile ja nowych znajomości zawarłam, ile wiedzy zyskałam,  o dysputach na wszelakopsie i nie tylko tematy nie wspominając !, dziwi mnie tak mała frekwencja na nich !
Biorąc pod uwagę wielkość Wrocławia, ilość właścicieli psów, odejmując tych którzy nie mogą lub nie chcą się przemieścić żeby dojechać na miejsce spaceru to i tak bardzo niewielu bierze udział w takich spotkaniach. Nie wiem czy jest to może kwestia słabego przepływu informacji, nie każdy ma na Facebooku "zalajkowane" tysiąc pięćset psich stron, nie każdy jest członkiem bóg wie ilu psiolubnych grup , ale mimo wszystko...

Z drugiej strony widzę nie tylko brak informacji ale i niechęć (!) do międzopsich kontaktów. Dla mnie najważniejszą częścią spaceru, z której bardzo się cieszę jeśli się odbędzie , jest kontakt Pufy z innymi psami. Nie tylko zabawa, bo hrabina nie zawsze i nie z każdym ma ochotę pohasać, ale nawet samo przywitanie się. Pufiok uwielbia witać się z psimi znajomymi, potrafi podbiec  do innego psa z taką radością,  jaką normalnie osiąga chyba jeszcze tylko na dźwięk otwieranego pudła z groszkami :)
Ale praktycznie w każdym tygodniu spotkam się z sytuacją gdzie mój pies machając ogonem z intensywnością małego wiatraczka podchodzi do jakiegoś psiaka, na co jego właściciel jak najszybciej odciąga swojego psa.
Za każdym razem zastanawiam się wtedy nad wyglądem psa i swoim. Rozumiem, że moje spacerowe, wyjściowe dresy nie są reprezentatywnym odzieniem, no ale proszę! Puf zawsze wyszczotkowany  , na sparszywiałego , wściekłego sierścioka nie wygląda . I tak jak jeszcze zrozumiem , że inny psiak może być agresywny, lękliwy, chory, w trakcie leczenia itp, tak widząc psa chętnego do przywitania się , odciąganego na siłę, zachodzę w głowę dlaczego jego właściciel tak robi?
Na razie nie znalazłam na to odpowiedzi, nigdy nie zdążę zapytać , może faktycznie to my jakoś nie zachęcamy do kontaktów? :)



( zdjęcia , które udało mi się zrobić na kilku ostatnich "stadnych " spacerach. niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że te psy się tutaj źle bawią :)  )

( Pufiok w grupie- duma mnie rozpiera, tak że pęc można :), jak widać ma się dobrze , nawet na spacerach na których jest najmniejszą przedstawicielką gatunku. I jak widać wielkość kolegów nie przeszkadza jej popróbować żebrów , bo może akurat coś spadnie ) 

Jeśli ktoś jest z Wro, a jeszcze nie zna tych adresów, odsyłam, głównie na FB, to z nimi do tej pory udało nam się , albo bardzo chcemy pospacerować, kiedy tylko zgramy się dniem wolnym z terminem spaceru. Mam nadzieję ,że nawet na tych jesienno -zimowych edycjach będzie coraz więcej piesów , tak Puf jak i ja jesteśmy bardzo chętne do zawierania nowych znajomości :) 

Piknik na 4 Łapach   - organizują nie tylko Piknik na 4 Łapach ale i wspólne spacerowanie, często w towarzystwie behawiorystów, jest okazja żeby przy okazji zasięgnąć porady 

Zdobywamy Tereny   - spacery  po "dzikszych" terenach niż tylko parki, dłuższe dystanse, można odkryć zupełnie nowe, dotychczas nieznane trasy spacerowe 

Putek. Ski-Putek  -  pieseł i jego Pani również dostarczą okazji do stadnego hasania a i porady można od nich  zebrać czyli korzyść jeszcze większa 

(jeśli kojarzycie jeszcze jakiś organizatorów psich spacerów- piszcie, chętnie się dowiemy, dopiszemy, może akurat ktoś się o nich dowie i wpadnie , no i przede wszystkim my chętnie wybierzemy się na kolejne człapanie :) ) 

Poza tym myślę że wiele miast, podobnie jak Wro, ma na FB grupy psio-spacerowe, do których warto dołączyć i chociaż co jakiś czas umówić się z kimś na wspólne dreptanie :) 
A to na co ja cały czas liczę to to, że i w Ostrzeszowie,czyli mniejszej miejscowości ,w której spędzamy 2 - 3 dni w tygodniu też w końcu dorobimy się jakiejś ekipy spacerowej bo na razie Puf cierpi przez te dni na chroniczny niedobór kumpli do zabawy  a ja nie mogę dojść dlaczego na propozycję spaceru czy wspólnego poćwiczenia sztuczek i  małego rally-o na naszym pełzający,m poziomie , rzuconą na forum odzew był zerowy :/ 
Czytaj dalej