Opole czyli urlopu dzień pierwszy

Jakoż , że dłuższego urlopu za często nie mamy, jak już się takowy trafił, postanowiliśmy na jednym wyjeździe zwiedzić jak najwięcej. Takim sposobem powstała nasza lista wyjazdowa, z której po kolei "odhaczaliśmy" kolejne punkty.

Ogólnie celem naszej kilkudniowej wyprawy była Wisła i finał zawodów dogtrekkingowych. Niestety sama Wisła to 3 godziny jazdy , czyli tym razem nie bylibyśmy w stanie obrócić autem w dwie strony i pobiegać po górkach . Więc postanowiliśmy wyjechać już w... środę :)
Takim oto sposobem zaliczyliśmy kilka turystycznych i psiolubnych pit stopów .
Oto nasza relacja

Pit - stop 1 



Opole- dawne miasto wojewódzkie, nazywane stolicą polskiej piosenki, oddalone  od Wrocławia o godzinę jazdy samochodem , a jednak jak do tej pory nie mieliśmy okazji w nim zawitać. Ale jest urlop więc jest i czas na nadrabianie zaległości :)

Jeszcze przed wjazdem do samego miasta mieliśmy pierwszy punkt z naszej listy- Muzeum Wsi Opolskiej 
Skansen kojarzy się zapewne większości z przymusowym zwiedzaniem chałupin za czasów szkolnych. Kiedy jednak robi się to z własnej, nieprzymuszonej  woli, okazuje się to być 2- godzinny spacer z opcją robienia fajnych zdjęć i doedukowania się  .

Cena biletu to 10 zł w sezonie, Pufa zwiedza za darmo. 
Poproszono nas jedynie by pies był na smyczy , chyba  że jest grzeczny :) i  by w razie "wydarzenia" posprzątać po psiaku. Nie było to trudne, kosze na śmieci są rozstawione praktycznie co kilkanaście metrów

(to co się podobało: można było macać, wąchać i wchodzić, z wyjątkiem chat, tam wejście tak, ale tylko do sieni. choć to i tak lepsze niż oglądanie przez przybrudzone okienka, co by nas jakoś  nie zdziwiło ) 




 ( jedyną osoba która opowiedziała nam bardzo dużo o historii i kulturze była Pani przybliżająca zwiedzającym historię Przesiedleńców. Mówiła z pasją, później okazało się że historia ta dotyczy jej osobiście. pół godziny bardziej wartościowe niż semestr historii w szkole.  ) 


( w Muzeum mamy do wyboru 2 trasy- my wybraliśmy dłuższą, prawie 2 kilometrową. Zwiedzanie kolejnych zagród zajęło nam przeszło 2 godziny :) 
Do pełni szczęścia brakowało nam tylko jednej rzeczy-kogoś kto by poopowiadał coś, może jakiejś postaci z epoki? Spotkaliśmy takiego właśnie kowala przy swoim warsztacie, jednak palenisko było wygaszone, a sam rzemieślnik czekał z tym na grupę szkolną. Może to wina tego , że byliśmy w tygodniu poza sezonem? Ale cennik biletowy obowiązywał sezonowy a nie po :)  
Tak czy owak  podobało nam się, poza nami i wspomnianą grupką dzieci nie było nikogo, więc Pufa mogła sobie spokojnie eksplorować bez sznurka ) 

Pit - stop 2
Wymęczeni i dotlenieni ruszyliśmy do centrum . Cały nasz urlopowy wyjazd był pod hasłem "low-budget ", więc i wszystkie noclegi które wybieraliśmy miały być możliwe najtańsze i w znośnej lokalizacji no i bardzo psiolubne, nie lubimy tłumaczyć że nasz pies na prawdę nie zje łóżka i nie nasika pod nim :) 
Na opolską bazę pufostado wybrało  Dom Sportowca, pokoje były niedawno odnawiane, czekały na nas ręczniki i mydełka, w pokoju była lodówka, czajnik , umywalka . Cenę obniżała wspólna łazienka przypadająca na każde piętro. Ona nie przeszła jeszcze remontu :) ale to tylko jedna noc, a tragicznie nie było :) Było..po studencku :)  Za Pufę nie płaciliśmy.

(takie widoczki złapaliśmy po drodze na Rynek. Spacer wałami prawie jak w domu, tylko piesełków nie spotkaliśmy-Puf niepocieszony )

Do centrum mieliśmy spacerkiem wzdłuż rzeki kwadrans. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od tego co najważniejsze ,czyli od zjedzenia czegoś dobrego . Nasz wybór padł na  Grabówkę . Naleśnikarnia położona przy Moście Groszowym, sama w sobie jest urokliwym miejscem serwującym ogromne, pyszne naleśniki, robione na poczekaniu z własnoręcznie wymieszanym farszem, nie ze słoika :) Duży plus. Drugi plus za cenę- przyzwyczajeni do ogólnych rynkowo -wrocławskich cen naleśniki mieliśmy i na kolację i na  śniadanie kolejnego dnia. 


 ( ceny przyjemne a i widok z tarasu zachęca do zatrzymania się :) i najważniejsze : całe miejsce psiolubne, więc nawet przy złej pogodzie można wstąpić )

Dzień zakończyliśmy spacerem po Rynku i okolicach. Jesteśmy zaskoczeni jak bardzo spodobało nam się miasto. Jedyne co nas trochę zasmuciło to to, że około 21 wiele kawiarni było już zamkniętych, zostały nam do wyboru głównie bary, a akurat na to, wtedy nie mieliśmy smaka, szczególnie z psem . Zwieńczenie dnia stanowiło obejrzenie i wysłuchanie Multimedialnej Fontanny na Stawie Zamkowym.

Nasz pierwsza wizyta w Opolu na pewno nie będzie ostatnią. Z braku czasu nie zobaczyliśmy wszystkiego co chcieliśmy, ale odkryliśmy że do Opola faktycznie jest blisko! :) człowiek to cale życie ważnych odkryć dokonuje :)
Szczególnie , że podczas mailowej rozmowy z Muzeum Śląska Opolskiego dowiedzieliśmy się, że nie tylko skansen jest psiolubny a na pewno też Kamienica Czynszowa. Mamy więc po co wracać i co sprawdzać .
Czytaj dalej

Piknik na Czterech Łapach !


I udało się ! W tym roku dotarliśmy na Piknik. Rok temu odbywał się on  niedługo po pojawieniu się Pufy u nas , a my nie byliśmy jeszcze tak "wkręceni" w psie imprezy i po prostu ,z lenistwa zrezygnowaliśmy z wypadu do Szczodrego.
Wierzcie mi, cały rok i żałowaliśmy i czekaliśmy na kolejną edycję. No i się doczekaliśmy :)

W niedzielę z samego rana, masochistycznie , bo po weselu na którym nie mogliśmy być krócej, bośmy się za dobrze bawili, wyruszyliśmy prosto na Piknik.
Ani godzinka drogi jaką tym razem mieliśmy przed sobą, ani niepewnie zapowiadająca się pogoda nie były w stanie nas zrazić.
I tak od 11 do 17 bawiliśmy się genialnie :) Wrocławski stadion olimpijski doskonale nadał się na psią imprezę. Wielki teren do wąchania, biegania dla piesełów i zabawy, kawkowania i burgerowania przy foodtrackach dla człowieków. W prawdzie ja dołożyłam sobie całodzienny fitness w formie naprzemiennego zakładania i zdejmowania ciepłego swetra, z częstotliwością ze 4 razy na pół godziny, ale Pufa nie miała żadnych "ale" i bawiła się tak dobrze , że po powrocie do domu padła w swoim pontonie i  nawet nie odnotowywała dźwięku otwieranej lodówki (!) 

Najważniejszą część imprezy dla nas stanowiła gra terenowa . 13 punktów sprawdzających szeroko pojętą psiowiedzę człowieków  i umiejętności sierścioków.
Zaczęliśmy punkt 12.  Mimo naszych optymistycznych  prognoz od samego początku gry nie tylko my rozpoczęliśmy zabawę . Chcąc uniknąć "korków" już przy pierwszych punktach kontrolnych,  postanowiliśmy rozpocząć zdobywanie "kanad" od ostatnich punktów.

Na pierwszy ogień wzięliśmy stanowisko Positive Dog . Cóż, okazało się, że nasza wiedza jest na poziomie gimnazjum , a pytania były chyba maturalne :) Ale to dobrze, douczyliśmy się czegoś, przynajmniej tego ,czego dotyczyło wylosowane przez nas pytanie :)

Powiemy szczerze, kolejne zadania , szczególnie te które musieliśmy wykonać my, a nie Pufa, nie należały do najłatwiejszych . Trzeba było wykazać się niemałą wiedzą, żeby zdobyć maksymalne 4 "kanady" na każdym ze stanowisk.
Pytania z zakresy właściwego żywienia, wiedzy ogólnej o rasach, zachowaniu, a także np na punkcie TOZ-u ,prawa zmusiły nas do uruchomienia absolutnie wszystkich szarych komórek.

Było warto :) Zdobyliśmy  45 punktów z zadań ale dostaliśmy bonusowe +5 za wysłanie zdjęcia sfoszonego (jak zwykle, wizualnie) pychola  Pufy, jako pretendentkę do zostania twarzą (kufą ? ) Pikniku. Dobry żart, udał nam się :)
Ale lajki były i punkty dodatkowe też , więc ślizgiem, niczym Mój ,zbierający na czas różowe atrapy kupek na jednym z punktów,   łapnęliśmy się na najwyższą półkę nagród. Nie musieliśmy długo zastanawiać się nad wyborem- zdobyte punkty i chwała i sława to głównie zasługa Pufy, więc wybraliśmy dla niej super ciacha :)
A do ciach było idelane dla  niej dyndadełko więc wszyscy zadowoleni.





 ( " dziwi mnie twoja niewiedza o psim żarciu, kto jak kto ale TY powinnaś deczko więcej wiedzieć " )


(kolejki, wszędzie kolejki. Ale to dobrze, bo znaczy, że impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem , A była go warta ! ) 

 
 (najlepszy punkt- zbieranie psich kupek na czas. Funkcja edukacyjna spełniona. ) 



 (nasze super nagrody- ciacha rybne i dyndasek, teraz nikt nie powinien mieć wątpliwości o pufinowym charakterze )


Druga część pikniku to pokaz psów do adopcji , jednej uroczej suczce udało się od razu znaleźć nowy dom! Prezentowało się kilka fundacji. Wszystkie piechole były urocze i mam nadzieję ,że w przyszłym roku spotkamy się z nimi raz jeszcze ,ale już w towarzystwie ichnich nowych rodzin .

I to na co MY czekaliśmy : pokaz psów adoptowanych. Człowieki mogły się pochwalić czworonogiem, a psy otrzymać medal za to że , jak to powiedział nas znajomy Kojot
Dały się adoptować  :) 
Pufa się dała, nawet przez ostatni rok podejmuje próby wychowania nas po swojemu, więc uznaliśmy ,że medal się jej należy. 

 ( zgłaszamy się na  pokaz adopciaków i wybory Miss i Mistera ) 


 (wielka psia duma i medal za adopcję ,"Adoptowany moja ulubiona rasa "  , czasami mam wrażenie że Pufa przesadza :) ) 
 
Piknik zakończył się wyborami Miss i Mistera Acana. Rzecz jasna wzięłyśmy udział, jednak liczyłyśmy się z tym , że z wyglądu "humorzasta" mina Pufy nie postawi jej na podium w tej konkurencji.
Ale jak zwykle : cośmy się przeszły po ringu to nasze, dodatkowo Pufy było ciastko , które psiaki dostawały, chyba "na odwagę" . Końcowy bilans bardzo dodatni .

Wszystkim znajomym już to mówiłam to napisze i tu: kto nie był z lenia jest trąba :) i tyle bo dużo stracił. I niech każdy sobie wstępnie odnotuje żeby w przyszłym roku się pojawić, bo chyba po tegorocznym zainteresowaniu imprezą, nie może nie być powtórki !
TU  nasza galeria Piknikowa, szkoda , że nie ustrzeliliśmy wszystkich psiaków, ale było ich tak dużo, że było to niemożliwe, jednocześnie biegając z kartą zadań :)

Czytaj dalej

Ujście Warty

Kolejny weekend i kolejny wypad. Teoretycznie nie w celach turystycznych i nie psich, ale jak już się jedzie 300 km to chyba można by nam zdiagnozować podręcznikową głupotę,  gdybyśmy nie zobaczyli tam czegoś ciekawego . Tak przy okazji. Szczególnie mając 20 minut jazdy samochodem do Parku Narodowego Ujście Warty. Możemy odhaczyć sobie bytność w , moim zdaniem, rzadko odwiedzanym Parku.

Niestety Sulęcin, miasto , które nas ugościło nie jest psiolubne. Nie jest jak na razie        w ogóle lubne- niecierpliwie czekamy zatem na kawiarnie w centrum czynną w weekend dłużej niż do 16 :) bo podejrzewam że pojawimy się tam jeszcze nie raz :)

Poniżej kilka zdjęć ,mimo że nie dostałam mojej przydziałowej Latte , polatałam trochę     z aparatem. Zawsze się znajdzie jakiś obiekt do focenia :) Szczególnie ,że region ma moim zdaniem duży potencjał turystyczny, tylko jak na razie w ogóle nie wykorzystany przez rdzenną ludność. A szkoda.

(jeśli ktoś lubi wodę ,znajdzie coś dla siebie Nie są to może Mazury, ale z pierwszej ręki wiemy ,że dla miłośników wędkowania jest to idealne miejsce na urlop ) 

 ( Na samym Rynku w Sulęcinie Fontanna Dobrosąsiedztwa, autorką figur jest gorzowska rzeźbiarka Zofia Bilińska )

(my to ciągle jesteśmy na jakiejś drodze dokądś. Może by tak powiedzieć i nigdzie nie wybywać?? eee..nie :) )



 (poświęcając trochę czasu na dłuższy spacer po okolicy można dla siebie znaleźć sporo tematów do zdjęć,a dla pieseła okazji do wybiegania się, lub jak Pufa do wyczłapania :) )


( mam spad do ruin, absolutnie uwielbiam i zrobić zdjęcia i wyobrazić sobie jak taki budynek musiał przepięknie wyglądać w czasach swojej świetności. Tu: Słońsk, ruiny zamku joannitów )

To właśnie Słońsk był naszym punktem docelowym przy zwiedzaniu. Auto zostawiliśmy koło stacji pomp Gęśnik i ruszyliśmy wałem ,wzdłuż Warty.
I ponawiam propozycję dla amatorów fotografowania, nawet jeśli jak ja, nie jesteście super wprawni, nie macie bóg wie jakiego sprzętu,a będziecie w okolicy, warto tu zajrzeć . My trafiliśmy na niski poziom wody, ale łatwo było sobie wyobrazić jak musi być tam piękne, kiedy łąki zamieniają się w rozlewiska :)
Mimo wszystko poniżej kilka kadrów. Pufie też się podobało, poćwiczyłyśmy wspinaczkę wysokodrzewną :)
(ptaków podobno można zobaczyć tu bardzo wiele, my niestety pomimo taszczenia ze sobą lornetki zbyt wielu gatunków nie uraczyliśmy, ale zawsze możemy kolejny pobyt w okolicy zaplanować terminowo bardziej pod to )

( taki test a 'la Test Rorschacha, kto co tu widzi?:) )
( w związku z rzeczonym brakiem ptaków / teleobiektywu ja zawzięłam się na fotografowanie przyrody mniej ruchomej, poza psim fotomodelem rzecz jasna :) )



( "za grocha to nawet na drzewo wlezę " )


 (pies wybiegany, we wszystkie strony )
 ( i na koniec pytanie egzystencjalne: czy jeśli mój sznup wlezie w chaszcze i przyniesie rzepy to będzie już HASZCZAK ? :D )

Czytaj dalej

Psie integracje

Pies to taki prawie wilk tylko bardziej miejski, więc przebywanie w stadzie to dla niego rzecz tak naturalna jak i wskazana.
Pufa jest gatunkiem odrębnym i w stadzie jak najbardziej lubi posiedzieć, poniuchać. Ale pobawić się i powygłupiać...to już Hrabinie nie przystoi. Jest to bardzo dziwna sprawa, bo z każdym z psiesełów by się chętnie pobawiła gdyby tylko spotkała go pojedynczo . Taka sytuacja .

Tak czy siak, każda okazja do przebywania w większym psim gronie to dla Pufiozy świetna lekcja koegzystencji i poprawa pewności siebie . Szczególnie jeśli rzeczone psie grono to nasza ulubiona parkowa ekipa :)

W weekend zapakowaliśmy tobołki i psy i ruszyliśmy do Sławy. Nocleg w domkach był trochę ...spartański :) ale możliwość swobodnego biegania sierścioków (mieliśmy idealne domki , czyli te na uboczu :) ) oraz chillout dla nas, czyt. grill, śniadanko na trawie to to , czego potrzeba zapracowanemu ludowi . Nawet pogoda- szalone 12 stopni w dzień i nieszczelne drzwi nie były w stanie popsuć nam humoru. A jak komuś popsuł się po powrocie, może tak jak ja , poprawiać go sobie sącząc już nie cydr a ferweks. Napój też owocowy .

Miejscówka jak najbardziej psiolubna, są i domki i pole namiotowe, można przyjechać ze swoją przyczepą. Dla wielbicieli bardziej stałocieplnych warunków jest też pensjonat. Na terenie ośrodka można uraczyć lody, kebaby, gofry czyli tradycyjny zestaw wypoczynkowy. Przy dobrej pogodzie można popływać po sporym jeziorze, i wpław i na sprzętach wodnych-jest wypożyczalnia . Mimo że byliśmy tam  tylko 2 dni, udało nam się zlokalizować kilka tras rowerowych. Może uda nam się kiedyś wybrać tam ponownie, to sprawdzimy bardziej szczegółowo okoliczne atrakcje.

A tu to, co my robiliśmy :

(bo nie samą zabawą pies żyje- Arjo gratulujemy sobie uchwycenia cię w takiej statecznej pozycji ) 
( Tajga- najlepsza terapeutka dla Pufy, która jeszcze niedawno nie była w stanie podejść do trochę większego od siebie pieseła, a teraz proszę, jeden weekend i nawet to to leci się samo przywitać ) 
( zaraz obok ośrodka jest lasek, można spokojnie zabrać stado na dłuższy spacer. Na terenie ośrodka obowiązuje przykaz trzymania psów na smyczy. W lasku można już co bardziej usłuchane spuścić i pozwolić pohasać ) 

(w lasku ładne widoki, podejrzewamy , że musi tam być bosko jesienią ! )

( w lasku są też..miejsca mokre, bo chyba stosunek wody do błota nie pozwala nazwać tego jeziorkiem :) jak widać niektórym się takie kąpiele bardzo podobają )
(no ale wiadomo, najlepsza woda, niektórzy chyba niezależnie od pogody wlezą i się pomoczą)
( a inni za nic nie wlezą i będą tylko stać na brzegu, pufać i trzaskać miny )

 ( woda w dużej ilości jak widać była, wiatr też był, ale co wyjazdowo zaliczone to nasze :) )


Czytaj dalej

Dogtrekkingowanie



Górskie ludzie to i górski pies :) Poniżej krótka fotorelacja z naszego trekkingowania po górach z psem i to w ramach zawodów , czyli Przesieka 2015.
Chcemy by relacja pokazała też  , że nawet z małym i absolutnie nie podobnym do kozicy psem nożna nie tylko przejść się po górkach ale jechać i oddać się duchowi rywalizacji :)

( Jak widać pogoda nie była zachęcająca. Wyraża to szczególnie mina Pufy : " poważnie chcesz w tej mżawie łazić?? "
Ale z dwojga złego , biorąc pod uwagę że jeszcze kilka dni wcześniej było urocze 34 stopnie , temperatura 13 stopni kiedy parkowaliśmy pod ośrodkiem Kaliniec była błogosławieństwem )

I pogoda właśnie wbrew pozorom dopisała. Tak na prawdę jeszcze w piątek nie wiedzieliśmy czy aby na pewno chcemy jechać  2 godziny żeby zarobić przegrzanie siebie i zwierza.
Na szczęście wróżby pogodowe wujka google były optymistycznie chłodnawe, więc pakujemy się i o 6 wyjazd ! (o 6 to był planowany, ale wiadomo, trzeba się ze 2 razy wrócić po zapomniany szpargał, a Pufa musi uznać że poranne siku przed dłuższą jazdą jest dla mięczaków, czyt. biegamy jeszcze trochę po trawniku koło auta, może przypomni sobie co ma robić.

Na zawody w ramach    Pucharu Polski w dogtrekkingu jechaliśmy już 3 raz. Podczas poprzednich 2 , sami ochoczo wydłużaliśmy sobie dystans do przejścia tworząc swoją, bardzo alternatywną trasę , więc tym razem ucieszyliśmy się małymi problemami z dojazdem na miejsce- wyczerpaliśmy limit gubienia się na ten dzień :)

Po zarejestrowaniu się, zgarnięciu tradycyjnej chustałki od jednego sponsora i kubełka smaków od drugiego wystarczyło tylko chwilę poczekać, zgarnąć mapę, wysłuchać BARDZO UWAŻNIE :) odprawy i wskazówek i heja :)

Nie mamy wielkich ambicji żeby wyżyłowywac czasy, czy pokonywać bóg wie jakie dystansy. Bierzemy udział w tego typu imprezach po to żeby się dobrze bawić, dotyczy to też Pufy. Musimy wziąć pod uwagę jej rozmiar, kondycję i to , że jest raczej długodystansowych dreptaczem niż długonogim biegaczem :)
Startujemy więc na dystansie mini- ok 18 km. Dla nas akuratnie, zawsze zdążymy popodziwiać widoki, pozastanawiać się nad mapą, nawet kilka razy, tak profilaktycznie czy zrobić przerwę na kamieniu i zjeść bułę (my ) i ciacho sponsora (pieseł )

( co tam ciacho, może buła spadnie...)

Nawigowanie tym razem okazało się dla nas bardzo proste, a może po prostu mamy już jakieś doświadczenie ?:)


(takich ścieżek i takich widoków nie ma we Wro. Jeden z punktów kontrolnych znajdował się przy kaplicy św. Anny :) , na pewno wrócimy w te okolice, dlatego zanotowaliśmy sobie w pamięci, że właśnie tam jest przyjemna restauracyjka, w sam raz na regenerację sił )

( takie coś spotkaliśmy po drodze, nie wiemy co to, ale wyglądało bardzo tajemniczo. W obliczu rozbuchanej legendy o złotym pociągu, zaklepujemy sobie 10% znaleźnego od wartości tego ze środka tej tamtej  budowli )
Udało nam się wychodzić czas  4 :  29  z którego jesteśmy jak najbardziej zadowoleni . 
Kolejna edycja na koniec września w Wiśle. Tak się zapaliliśmy, że podpinamy tą imprezę do naszego wyczekanego urlopu i na bank stawiamy się i na starcie i na mecie. 
Gorąco polecamy każdemu kto lubi choćby trochę aktywnie spędzać czas z psem no i lubi góry :)



Czytaj dalej