Breslau czyli co robić ciekawego w niedzielę, jeśli i tak jesteśmy tu codziennie :)

Cała niedziela przed nami, tylko jak ją tu ciekawie spożytkować  , nie będąc w miejscach które odwiedzamy co chwilę ?

Mieszkamy we Wro albo od kilku lat albo przez całe życie, Pufy nie liczę do tych wartości , jej wszędzie dobrze byleby ze swoimi i byleby nie padało :)
Mamy w związku z tym swoje najulubieńsze miejsca, i wiadomo jak to jest . Jak się już odkryje jakąś miejscówkę pasowną pod wszelkimi względami nie chce się szukać czegoś nowego- no, przynajmniej my tak mamy :)
Dla nas , pod względem knajpingu jest to bezsprzecznie Bema Cafe .
Znane miejsce  , również psiarom , sierścioki mile widziane , o wodę nawet nie trzeba prosić- i miska i woda pojawia się nim ja zdążę ogarnąć siebie na fotel, o usadzeniu Pufy nie wspominając.

No właśnie - psiolubność miejsca jest dla nas decydująca. Do tego stopnia , że nawet bez Hrabiny staramy się odwiedzać głównie te  miejsca gdzie i z nią możemy spokojnie wpaść- a co, trzeba wspierać :)

Dziś postanowiliśmy stawić czoło nieznanemu i zobaczyc co nowego w okolicy rynku znajdziemy, szczególnie , że liczyliśmy na przelotne deszcze, które miały poprawić znośność temperaturową.
Oto nasza fotorelacja i subiektywna ocena miejsc, które polecamy :)


( bo na eksplorowanie trzeba mieć siły, prawdziwi zdobywcy zaczynają od uzupełnienia zapasów w żołądku :)  restauracja Las  )

( Pufiozaur mówi, że fajnie, można przychodzić :) Las jest po części bliźniaczy do Zupy , którą organoleptycznie polecamy, chociaż na Igielnej jest zdecydowanie więcej dań i miejsca żeby się rozsiąść ) 


( a to już przykłady twórczości z Kiermaszu Rękodzieła w Przejściu Żeleźniczym. Okazuje się , że będzie jeszcze jeden taki ,  w ostatni weekend sierpnia (28-30 .08) , informacji można szukać na stronie Wrocławia)

A oto co jeszcze znalazłyśmy na rzeczonym kiermaszu :)

( chustki dla piesełów ! Zgadnijcie którą my wybraliśmy ?:) więcej takich, a nawet na zamówienie, jakby ktoś miał za chude karczycho albo inwencję twórczą tutaj ) 
(na koniec jeszcze wizyta i mizanko w sklepie z planszówkami , ocena czy nas na coś nowego stać. Nie , nie stać :) )
Jeśli myślicie , że mi i Pufie to wystarczy, odpowiadam że nie :) Po regeneracji sił  , najedzeniu się (tak, znowu :) ) i jeszcze trochę regeneracji, ruszyłyśmy na Noc Nadodrza.  A to relacja z tego tamtego :  



(" sama już nie wiem, może w lewo?" )
(przemiła Pani, dużo rzeczy , które chciałoby się mieć , najlepiej od razu :) o tu  )
 Moim osobistym zdaniem, Nadodrze jest najbardziej wrocławską dzielnicą Wrocławia, nigdzie indziej nie ma tylu takich widoków : 
Polecamy dzielnicę, szczególnie ,że nie tylko powstaje tam wiele klimatycznych miejsc, pracowni (których niestety czasami trzeba szukać obok ... mniej atrakcyjnych włości) ,ale też dlatego, że większość z nich jest absolutnie psiolubna :) 
Czytaj dalej

Mrożonki

W związku ze zmianą klimatu w naszym pięknym kraju z przejściowego, czy jak kto woli kontynentalnego ,na czasowo ekstremalnie gorący należy właściwie się przygotować do prób przetrwania.
O próbach przetrwania zmian klimatycznych w kierunku zlodowacenia opowiemy zapewne przy pierwszych mrozach -25    stopni ,czyli patrząc na roczny wykres temperatur, około września .
Na razie o upałach .Większość psów uwielbia schładzać się w wodzie- rzeka, jezioro, bajorko, to najlepszy sposób na egzystencje przy 30 stopniach.
Nasza Hrabina nie moczy nawet łap.
Co nam pozostaje?
Dobry patent na spacer to spryskiwacz, taki jak do kwiatków, z wodą. Można psiknąć psa mgiełką wodną, schładzając go i zwilżając powietrze wokół niego. Psikanie bardziej zwartym strumieniem może nie być zbyt przyjemne :)
Kwestia zabierania wody na spacer dalszy niż siku pod blokiem jest oczywista.
Wspomniana długość spacerów też jest istotna. Prosty test: jeśli nie możecie przyłożyć ręki do chodnika i wytrzymać tak min 5 sekund, dla psa stąpanie po tak nagrzanej powierzchni na pewno nie będzie przyjemne! Warto odpuścić wtedy eskapady i zrobić jak my- dłuższe chodzenie i ćwiczenia - skoro świt , nim się wszytko nagrzeje , lub późnym wieczorem, kiedy już zdąży się ochłodzić.
To aktywności. Ale można sobie dogadzać również w domu- kto w końcu nie lubi lodów !
I oto poniżej nasz pomysł na mrożonkę dla psa w wersji owoce i warzywa sezonowe :)

Składniki to wszytko to co pies lubi i co rzecz jasna może jeść .
Produktami na cenzurowanym, poza tak oczywistymi rzeczami jak czekolada , alkohol są również
  •  rodzynki i winogrona
  • awokado
  • cebula, czosnek
  • warzywa strączkowe, rozdymają
  • mleko i jego przetwory
  • pieczywo
  • kości drobiowe
  • ziemniaki, jedynie gotowane i w bardzo małych ilościach, psu ciężko je strawić
  • surowe jajka i ryby
  • tłuste mięsa, o tym co się dzieje jak tym będziecie karmić psiaki i co potem trzeba robić też niebawem napiszemy  
  • owoce też są specyficznym produktem, nie mogą stanowić dużej części diety, niektórym psom służą aż nazbyt zbawiennie na układ pokarmowy:)
Na szczęście Pufa lubi wszystkie owoce i warzywa, chętnie więc włączany je do jej diety, jako ciekawostkę smakową czy nagrodę i to na nich bazują nasze lody.

Przepis na nasze psiolody  jest bardzo prosty: bierzemy to co psiakowi smakuje najbardziej-u nas są to  :
  •   maliny, naturalnie słodkie,
  •   banan , 
  •   ogóras
  •   jabłko ( przy kolejnym napełnieniu )
  •   marchew ( przy kolejnym napełnieniu )
  •   pietruszka -korzeń ( przy kolejnym napełnieniu )
  •   i składnik X , o którym za chwilę .



Wszystkie składniki po kolei , oddzielnie , zblenderowałam. Tak powstałą papkę, warstwami, napchałam do konga.
Można wspomóc się taką oto strzykawą (szprycą?)  do kremu, albo mieć cierpliwość i robić to łyżeczką.



Dlaczego kilka składników : mimo, że pies ma lepszy węch niż smak, można mu deser urozmaicić.
Ile w końcu można ciumkać same malinki?

Kong do napełniania został zabezpieczony z jednej strony przed wypływaniem wkładu- sreberkiem :



Proszę nie krzyczeć , że kong taki mały- można napełnić większy, ale my nie chcemy żeby się Pufiozaur najadł za dużo owoców na raz, a nie sposób jej przypilnować i zabrać kiedy będzie np. w połowie, chociaż mamy zamówioną większą wersję i będziemy ładować do niego wersję wkładu rozrobionego z wodą .

A teraz wspomniany składnik X
Zasłyszane od znajomej: kokos.
Dobry na wszystko. W przypadku Dropsa (czyli porada sprawdzona na własnym psie) , pomogło przede wszystkim na problemy z układem trawiennym a dokładnie zmniejszyło problemy z wypróżnianiem i zatykaniem gruczołów okołoodbytowych .
Temat może średnio zachęcający spożywczo, ale wiele psiaków ma ten problem - Pufa niestety też.
A skoro już raczymy psa jakimiś dodatkowymi smakołykami, niech mają one dla niego jeszcze jakieś dodatkowe wartości :)

Polecamy wszystkim , można sprawić psiakowi przyjemność w czasie upałów, wysysanie zawartości zajmuje trochę czasu, więc mimo temperatur zwierz będzie miał zajęcie , przynajmniej na jakiś czas :)
Naszego czasu również za dużo to nie zabierze.
I spójrzmy prawdzie w oczy, fajnie samemu od razu podjeść trochę owoców.
( ja część musu, szczególnie owocowego ,pakuje do foremki na kostki lodu. Można nimi w fajny sposób schłodzić przeróżne napoje :) )

(Pufa mówi , że to z zamrażarki jest już ok, i można jej dawać, tu , teraz, od razu )



Czytaj dalej

KONGoedukacja

Pufa jest z nami od roku. Poza faktem , że przybyła do nas z Fundacji 2 + 4, a przez nią została wyciągnięta ze schroniska w Wojtyszkach nie jest znana nam jej przeszłość.

Na szczęście to ,co ją do tej pory spotkało nie ma negatywnego wpływu na jej aktualny stan psychofizyczny

Jedynym "odruchem" jaki czasem można spotkać u poschronowych psów jak P. jest bardzo łapczywe jedzenie.

Tak na prawdę Pufa nie je swoich groszków. Ona je zasysa , bez gryzienia. Jeśli się zakrztusi, absolutnie nie przeszkadza jej to w dalszej ich absorpcji.
Stąd nasz pomysł , żeby posiłki podawać jej za pomocą konga.

Naszą kongopodobną kulę kupiliśmy jeszcze przez pojawieniem się Pufy, w ramach kompletowania akcesoriów potrzebnych do obsługi psa.
Odpowiednia wielkość, porządne wykonanie, dobrej jakości guma. Wszystko przemyślane.

Przed zakupem takiej zabawki warto zapoznać się z opiniami o poszczególnych produktach. Na rynku dostępnych jest wiele rodzai- od klasycznych kongów o kształcie gruszkopodobnym po kości i kule jak nasza ( w wariacji na temat, rozkręcanej "kula -smakula" -moja ulubiona nazwa :) ).



 (przykłady kongo- kształtów i typów z http://www.zabawkikong.pl/ )
Ceny oryginalnych kongów , w zależności od typu i wielkości wahają się średnio od 20 kilku do nawet ponad 70 zł (   Kongosklep  )Jednak w przypadku zabawek , które mają trafić do psiego pyska na dłużej a nawet mają być ciamciane, lepiej zainwestować w zabawkę z lepszej jakości gumy, nieśmierdzącą, jak w przypadku chińskich podróbek za kilka złotych.
Warto też zwrócić uwagę czy zabawka ma 2 otwory. Jest to ważne kiedy chcemy by psiak wylizywał z niego np. pastę. Jeśli będzie tylko jedna dziurka może sobie najzwyczajniej przyssać język !
Kiedy szukałam kolejnego kongoczegoś dla Pufy zawitałam do małego osiedlowego zoologicznego, w którym Pani poinformowała , że mają tylko tanie, śmierdzące za kilkanaście złotych , bo przecież nikt droższych nie kupuje bo po co.
Namawiam: tą zabawkę warto kupić lepszej jakości .

Sam zakup zabawki był w naszym przypadku tylko początkiem akcji.
Co tu zrobić kiedy Pufa niczym się nie bawi? Przebolałam niepotrzebny zakup piłki, gryzaka, szarpaka, ale kong miał rozwijać, zajmować na długie godziny, przynajmniej według reklam :) , a tu klops.

Podejrzewam , że może nawet odpuścilibyśmy temat, gdyby nie zachłanność stworzenia i..podpowiedź znajomych .
Powstał plan i tak oto Pufa stała się , dosłownie , kongowyjadaczem.




Oto nasz harmonogram nauczania :
Etap 1
Żarcie jest najważniejsze, do żarcia trzeba się dostać . 
To prawdy objawione naszego psa, którymi kieruje się w życiu tak więc:

- wsypaliśmy kilka groszków do michy pufinowej i włożyliśmy do niej również kulę.

Tak się złożyło , że wielkość michy i kulki idealnie do siebie pasują: micha jest wystarczająco duża żeby pomieścić zabawkę, ale tylko na tyle żeby pies musiał ryjkiem poprzesuwać kulę w jej obrębie , odsłaniając sobie dostęp do groszków.

Nauka:  popycham/przesuwam kulę = mam groszki :)
Czas: niecały  tydzień, ale wszytko zależy ile psiak potrzebuje czasu na załapanie zasady i jej zapamiętanie .


Etap 2
Groszki wrzuciliśmy do kuli, a ją samą, nadal w misce, która ograniczała jej uciekania, ustawiliśmy wylotem do dołu .
Pies musiał robić to samo co wcześniej, ale musiał dłużej podziałać żeby dostać się do smaków.
Czas: j.w.



Etap 3
Kula poza miską, Pufa już dokładnie wiedziała co robić :)

Jakoż , że 2-3 dni w każdym tygodniu spędzamy poza naszym domem kupiliśmy nową zabawkę-tym razem kość. Zasada zdobywania groszków jest ta sama, jednak dziurki są dwie a kształt nieregularny, co tylko poprawia zabawę. Obiekt przemieszcza się w sposób nieprzewidywalny. Pufa rozwiązała ten problem  nie popychając go jak kulkę, a biorąc w pysk i telepiąc. I tak zyskaliśmy pierwszą zabawkę , którą Pufiozaur bierze do pychola. Przynajmniej dopóki słyszy w środku jedzenie :)



Kilkakrotnie spotkałam się też z pomysłami zamrożenia gotowej lub własnoręcznie zrobionej pasty w kongu, tak aby pies mógł ją sobie powoli wylizywać.
My na razie tego nie próbowaliśmy, chyba ze względu na obawy czy przypadkiem nie skończy się to praniem legowiska i czyszczeniem czegoś jeszcze, ale teraz mamy zamiar spróbować :)




Czytaj dalej

Dogoterapia

W ostatnią  niedzielę miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu nt. dogoterapii.
Na prelekcję oczywiście poszłam z psem , niech się sznaucer zapozna z nowym , jak miałam nadzieję idąc tam, psiolubnym miejscem
A miejsce  bardzo klimatyczne, nie psiolubne, a PSIOPEŁNE :) , więc od niego zacznę, dogoterapia nie ucieknie.
zaraz koło Placu Solnego jest również przemiłą kawiarenką, której pilnuje wielki kudłacz, pies należący do właścicielki. Pufa mogła spokojnie zwiedzać obiekt, zawierać nowe znajomości :)
Na samym spotkaniu były jeszcze 2 dodatkowe psy- sheltie należące do prowadzącej prelekcję - Moniki Krzyżanowskiej . Wsparcia udzielał Marcin Wierzba, szkoleniowiec, również zajmujący się dogoterapią.

O samej metodzie wspomagania terapii pisać nie będę , terapeutą nie jestem .
Wszystkich zainteresowanych odsyałm do polecanego na prelekcji źródła: 

Chciałabym tylko napisać to co mnie osobiście najbardziej zainteresowało  i po trosze zbulwersowało.

Obecnie dogoterapia czy jak kto woli kynoterapia ,staje się w Polsce coraz popularniejsza, wiele szkół a nawet ośrodków szkoleniowych, np językowych ,chce szczycić się iż w ofercie maja takie właśnie wspomaganie terapii i nauki. 
Zasada jest prosta: im coś popularniejsze, tym większą kasę można na tym zrobić . Wysyp pseudo dogoterapeutów jak psich blogów :)
Sama  osobiście miałam okazję trafić na ofertę szkolenia , które miało się zakończyć wręczeniem papierka uprawniającego rzekomo do pracy jako kynoterapeuta. Informację zobaczyłam przypadkiem na Facebooku, czas trwania szkolenia- dłuższy weekend- 3 dni. Cena , ok 3000 zł.
Kuszące . 
Jak to możliwe że ja, chcąc uzyskać uprawnienia pedagogiczne muszę wybrać się na 3 -semestralne studia podyplomowe , a ktoś , teoretycznie bez żadnego wyższego wykształcenia (nie było o tym mowy w informacjach o kursie) , może w jeden weekend zostać terapeutą ??
O tym czy tego typu kursy są merytoryczne musieliby decydować terapeuci faktycznie wykwalifikowani.
Psychologowie, pedagodzy, oligofrenopedagodzy, z dodatkowymi studiami z dogoterapii. 
Przestrzegam zatem  tych, którzy chcieliby wspomóc tym sposobem terapii :
swoje dzieci (pies może być pomocny przy praktycznie wszystkich zaburzeniach, od ADHD, przez autyzm,po dysleksję,czy dysgrafię i problemy w komunikacji społecznej !)

siebie; pomaga np. jeśli ktoś ma trudności w nauce , choćby języków, łatwiej opowiadać o psie, lub do psa, niż np. germanistce :) )

jest nauczycielem w szkole, przedszkolu itp. Zwracajcie uwagę na przebieg dotychczasowej ścieżki zawodowej i kwalifikacje. Osoba bez DOBREGO wykształcenia narobi wiele więcej złego niż dobrego
Jeśli chcecie mieć jakąkolwiek styczność z dogoterapią/ kynoterapią, pamiętajcie że merytoryczne kursy organizuje


(logo PTK, jeśli widzicie zaświadczenia z nim, można być spokojniejszym )
 A teraz szczególnie dla nauczycieli, pedagogów i wychowawców dzieci, które są /będą wspomagane:
Pies to nie narzędzie, czuje, męczy się , ma prawo czegoś nie lubić. 
To że jest przeszkolonym psem dogoterapeutycznym nie czyni z niego maszyny .

W kontakcie z nim dzieci powinny obowiązywać zasady kontaktu z czworonogiem: nie krzyczeć, nie klepać po głowie, nie szarpać itd.
Pamiętajcie ,że jeśli pozwolicie na to dzieciom w kontakcie z psem terapeutycznym mogą powtórzyć to zachowanie z jakimkolwiek innym psem . I jeśli ten pierwszy to zniesie, drugi niekoniecznie 

Czytaj dalej

Zdroje

Często wyjeżdżamy a najczęściej są to takie wyjazdy jak ten ostatni: max 3 dni ( dla nas to już długi urlop :) ), więc chcąc nie chcąc wybieramy miejsca na tyle blisko, żeby nie marnować za dużo czasu na dojazd, a nasz ukochany Dolny Śląsk oferuje bardzo dużo takowych destynacji.

Niezrażeni prognozami rodem z Afryki w piątek po południu wyruszyliśmy do Polanicy Zdrój.
Ja jestem tam średnio raz do roku , w ramach bardzo odpoczynkowego wyjazdu.
Pufa i Konan byli tam po raz drugi.

Jako znawca terenu, chętnie zafundowałabym obojgu intensywny harmonogram zwiedzania, jednak temperatura oraz fakt iż byliśmy tam z większą liczbą przyjaciół,  również nieodpornych na żar , zobligował nas do tego by wyjazd był pod hasłem         " jedna atrakcja najzupełniej wystarczy " :)

I od pojedynczej dużej atrakcji wyjazdu zacznę , ponieważ na sam jej koniec potwornie mnie rozczarowała i zdenerwowała. Przyjaciele wiedzą ,że choleryk jak ja nie ma problemów z dynamiczną reakcją na zastaną sytuację, ale moje poruszenie było jak najbardziej uzasadnione.

W sobotę z samego rana urlopowego (czyt. po śniadaniu w psiolubnym pensjonacie Perła Polanicy -  lubnym płatnie, ale niech będzie, śniadania 1.klasa, koło 10)  wyruszyliśmy zaopatrzeni w zapas wody i przekąsek regeneracyjnych dla 2. i 4 nogów do Międzygórza, skąd zaczynał się szlak na Marię Śnieżną .

Samochód zostawiliśmy koło wodospadu Wilczki, przechodząc przez całe Międzygórze weszliśmy na żółty szklak prowadzący i na Marię i do Ogrodu Bajek. Bajki odpuściliśmy, chcieliśmy przede wszystkim wejść na Górę Igliczną (tam jest usytuowane Sanktuarium M.)  , a temperatura tylko nieznacznie spadła na leśnym odcinku szlaku.

Pufa ubrana w zestaw dogtrekkingowy wyglądała bardzo profesjonalnie i podeszła do letniej wspinaczki równie ambitnie:)
Mimo iż na Polanie Śnieżnej skręciliśmy w prawo wzdłuż lasu , zamiast pójść prosto, nadłożyliśmy niewiele i po ok godzince marszu doczłapaliśmy się pod bramy (płot :)  Sanktuarium.

(taką piękną scenerię mieliśmy po drodze. to właśnie ta zła droga w prawo, zamiast dobrej - prosto )

I teraz to ,co podniosło mi ciśnienie.
Całe Sanktuarium jest otoczone wysokim ogrodzeniem. W jedynej bramie prowadzącej na teren , czekał na nas pan odźwierny , który absolutnie NIE miłym,, chrześcijańskim przywitaniem ,a tonem pasującym do napompowanego pana spod dyskoteki uznał że ani ja - strój sportowy (w końcu poszliśmy w góry, ciężko ubrać się w dekolty i miniówy :) ) ani Matka moja ( strój jeszcze bardziej sportowy, choć może skoro ani ja ani Ona, to może kwestia genetyki?) nie jesteśmy godne wejść. Pufę , o ile się OKRYJEMY (przecież przy 30 paru stopniach taszczę chusty i szale! ) , polecił nam zostawić na zewnątrz.
Jakoś wizja przywiązania Pufy do płotu , nawet jeśli nie skończyłoby się to dla niej rozpuszczeniem się , jest dla mnie absurdalna.

I tak jak jestem w stanie zrozumieć, że są osoby które nie chcą widzieć psa w kościele i całkowicie to akceptuję,  tak obok niego?
Szczególnie że uwaga, uwaga, numer roku !! :  za płotem , na terenie, na który nie było nam dane wejść ,były rozstawione wielkie parasole algidy pod którymi sprzedawano słodycze , napoje itd. Prawdziwie godne potrawy boskiej osoby:)

(za płot nas nie wpuścili, ale co tam po płocie jak można posiedzieć chwilę w cieniu, przy schronisku i to jeszcze z widokami gratis :) )

(jej też bardziej podobało się w schronisku )


Podsumowując : szlak przyjemnym, dla każdego. Sanktuarium ?  Tak, jeśli macie odzienie zgodne z wytycznymi, najlepiej rękaw do łokcia , spodnie za kolano (dotyczy również płci brzydszej) i z kim zostawić sierścioka.
Pocieszenie: kilka metrów obok schronisko, psiolubne, ceny niskie, jak nie w schronisku :) i jeszcze spotkaliśmy grupkę turystów z Wro, z którymi od razu zaprzyjaźniła się Pufa. Polecamy

(no to schodzimy człowieki! )

Zejście wytyczyliśmy sobie przy Wodospadzie Wilczki. Dużo schodów, ale kamiennych więc Pufa uznała je za zwykłą ,głazową drogę i nie miała żadnych z nimi problemów.
Całość, niezależnie od szlaku jaki wybierzecie nadaje się nawet dla dzieci, każdy zdrowy psiak też spokojnie sobie z nim poradzi.
Czas wejścia:ok 1 godzina, chyba że zrobicie dużo przystanków na foty :)

(schody ok, za to widok wodospadu niezbyt przypadł Pufie do gustu. Szybka ewakuacja na jedzenie -nasze i jej , była dobrym zakończeniem eskapady)


Sama Polanica to miejscowość uzdrowiskowa. My tym razem zwiedziliśmy ją od strony pomników w Parku Zdrojowym:

(wstępne zapoznanie ze zlokalizowanym pomnikiem)


 (pomnik nie-pomnik, przywitać się trzeba. tylko coś tu chyba jest nie tak..)

(śniadanie na trawie- ok :) )


Z jadłodajni polecamy sprawdzone na własnym żołądku i psiopro: Karambę, szczególnie żeberka z metra, oraz kawową i czekoladową Małą Czarną, obie na samym deptaku.
Pijalnia niestety antupufowa, więc wodę do wypróbowania zdobył Konan, jednak obydwoje stwierdziliśmy że my już wolimy butelkowaną którąkolwiek, na to samo wychodzi smakowo. Zdrowotnie nie poczuliśmy się ani polepszeni ani odmłodzeni, ale zawsze można zarzucić to zbyt krótkiej absorpcji zdrojowizny.

(jeśli poświęcić trochę czasu na dłuższy spacer po Parku Zdrojowym, można odkryć fajne miejsca jak to- w sam raz na schłodzenie i siebie i psa. Pufa tym razem tylko stópiec)


Biorąc pod uwagę, że czas dojazdu z Wro -ok półtorej godziny ,watro wybrać się choćby na 2 dniowy pobyt.
W okolicy jest wiele szlaków , niewymagających super kondycji a bardzo urokliwych, można też skoczyć do Czech po zapas Studenckiej i innych pyszności  .
Rok temu zaliczyliśmy w trójkę Skalne Miasto
http://www.skaly-adrspach.cz/
Opłata za psa jest ,ale tylko 10 koron, trzeba jednak dojechać na miejsce jak najwcześniej, później jest problem ze znalezieniem miejsca do zaparkowania.

Więc jeśli macie wolny weekend a nie macie pomysłu gdzie by tu, Polanica jak najbardziej na tak. No i najważniejsze: przy pijalni można zafundować sobie najlepsze na świecie gofry ! :)

Czytaj dalej

WYPLUJ!

Chyba nie ma właściciela psa , który przynajmniej raz w roku nie wypowiedział, ba! wykrzyczał, taką właśnie komendę. W zależności co właśnie znalazło się w psim pysku ,jest ona artykułowana w bardziej lub mniej rozpaczliwy sposób.

Ci , którzy znają nas osobiście, na pewno mieli okazję wysłuchać pełnych dramaturgii opowieści o tym co Pufoodkurzacz zdołał pochłonąć .
A Pufa nie bawi się w takie pierdoły jak plastiki , chemia, Ona wyznaje zasadę swojego Pana:
"lepiej się pochorować niżby miało się zmarnować "
i faktycznie, pochorować to się potrafi.

W związku z naszymi doświadczeniami postanowiliśmy podzielić się z Wami poradą, co robić w tak krytycznej sytuacji. 
Wszelkie informacje pozyskałam u naszej ulubionej Pani Weterynarz we Wro, więc nie trzeba się martwić o merytoryczność informacji :)

Na początek NAJWAŻNIEJSZE:
JEŚLI WASZ PSIAK ZJE COŚ, CO ABSOLUTNIE NIE POWINNO ZNALEŹĆ SIĘ W JEGO PASZCZY, O D   R A Z U SKONTAKTUJCIE SIĘ Z WETERYNARZEM, NAJLEPIEJ OSOBIŚCIE I W TRYMIGACH !
Jest mnóstwo produktów , które są na cenzurowanym, polecam przejrzeć sobie ich listę i zapamiętać : czego nie moze jesc pies\


Zdarzyło się , albo my mamy za kiepski refleks, albo czterołap jest za szybki . Co teraz?

Tak jest, dzwonimy do weta. 
A w międzyczasie:
- możemy podać , wprost do pyska, np strzykawą: roztwór wody utlenionej , w proporcji 1 łyżka stołowa wody utl. na 1 szklankę letniej, zwykłej  wody.
taki zabieg wywoła wymioty, a więc szybkie usunięcia z psa tego co w nim być nie powinno :)
NIE stosujemy tego sposobu jeśli podejrzewamy zatrucie jakąkolwiek chemią, substancjami żrącymi!!!
- możemy podać węgiel aktywny , z naszej osobistej apteczki. Działa jeśli tym razem pochłonięte zostało coś zepsutego, starego, gdzie są bakterie.

Co do roślin, aktualnie wszędzie trąbią o barszczu Sosnowskiego. Jest to roślina fotouczulająca. Pies mimo że ma futro również może mieć kontakt z tą rośliną. Jeśli nie chcemy żeby zakończył się negatywnie:  
-umyjmy go dokładnie wodą, najlepiej dla pewności 2 razy . Przez najbliższe dni nie pozwalajmy sierściuchowi na przebywanie na słońcu, czyt.szybkie siku i to w cieniu. no i oczywiście KONTAKT Z WETEM :)
Innymi roślinami , które możemy spotkać na spacerze, również z tej samej rodziny co osławiony barszcz pana S. (baldaszkowate/selerowate)  są szalej, blekot i szczwół. Wszytko trujące. W razie kontaktu psa z nimi: OD RAZU WET
(szalej)
(blekot)
(szczwół)
( obrazki jak z zielnika od cioci Wikipedii)
A na koniec nasza bardzo osobista porada i na spacery i na wyjazdy:
- pilnujmy psa, nie wiadomo co wymyśli żeby wessać
- jak już coś zje, nie bagatelizujmy tego, jest mnóstwo trujących roślin, poza tym nie wiadomo co jeszcze mógł znaleźć 
- od razu kontaktujmy się z weterynarzem
Jeśli wyjeżdżamy, to zapewne nie całkowicie w nieznane, sprawdźmy adresy i telefony do gabinetów weterynaryjnych w danej miejscowości, zapisanie tego choćby w komórce nic nie kosztuje  , lepiej go nie potrzebować , ale jakby co ...  :)


Czytaj dalej

Psiciacha

Pufa jest alergikiem pokarmowym.
Kurczak i drób wszelaki jest u nas na cenzurowanym. Wybór karmy oznacza wytężanie wzroku w poszukiwaniu jakichkolwiek wzmianek o kuraku w składzie groszków, teksty typu
w tym 50 % innego mięsa
oznaczają -nie bierzemy, rzekoma jagnięcina przed zmiana w karmę miała piórka na kuprze i dziób.

I tak jak kwestię głównych posiłków na razie mamy opanowane tak ze smaczkami i ciachami już trochę gorzej.
To ,jak i skąpstwo :) pchnęło nas do podjęcia prób otwarcia osobistej wytwórni Pufowych ciastek .

Żadne z nas masteszefem nie jest, ale podstawowe zdolności i wiedzę mamy, szczególnie oczy.
Po wnikliwej analizie organoleptycznej (oczami, nosem i tak, smakiem :) ) doszliśmy do wniosku , że wykonanie swoich, zdrowych smaczków i wersji light nie jest takie skomplikowane.

Dziś z samego rana z piekarnika wyszła świeża partia , Pufa zachwycona, po mieszkaniu roznosi się jeden z jej ulubionych zapachów .
Kwestia estetyczna została tu pominięta, SHO jest obojętne jak to wygląda byle by było smaczne i najlepiej w dużej ilości :)





Przepis
na bazie kilku ,które kiedyś gdzieś widziałam , ale drugi raz już znaleźć nie mogę więc wesoło improwizujemy, "na czuja"
składniki, na oko:
-płatki orkiszowe, my mamy z napisem górski, nie wiem czy są też  nizinne :)  (2 szklanki )
- jogurt naturalny ( 1 mały, bez cukru i dodatków smakowych )
- banan, rozbebłany w blenderze, ( 1 mały)
- jajko, całe (1 szt.)

Wszystkie składniki wymieszać razem do uzyskania równej paciaji , płatki nasiakają , więc warto odczekac z pół godziny przez rozkładaniem masy na blaszce, będzie bardziej spójna i lepka.
Ja robię formy kulkopodobne, małe, bo i Pufa nie za duża , za to dieta duża więc nie chcemy jej zalatwic jednym ciachem, ale obowiązuje tu dowolność kształtu i wielkości.
Rozkładam kulki na papierze do pieczenia i wkładam do nagrzanego piekarnika na ok 30 min.
Po kwadransie jednak zaglądam i odklejam kulki od papieru, inaczej od sporu przypieką się, a wierzch będzie jeszcze wilgotny.
Kiedy są gotowe, są podpieczone i twarde.

Ale jeśli robię wariację na temat i zamiast banana dodaję np jabłko zblenderowane, wychodzą bardziej wilgotne i bardziej miękkie.

Proste w wykonaniu, sprzątania i zmywania mało. Cena kilkakrotnie niższa niż przy zakupie podobnych w sklepie zoologicznym
Smacznego :)
Czytaj dalej