Pakujemy się !

Zmieniamy adres !
zachciało nam się ładniejszej oprawy graficznej, ładniejszych literek i możliwości pokazania pierdyrialda zdjęć w jednym poście :)

więc szukajcie nas, naszych podróży i pufinowo-bukosławowej egzystencji
 TU : 


Do zobaczenia ! 


Czytaj dalej

Odkrywania epizod 2.2

Pielaszkowice ( Plaswitz)
ok 45 km od Wro

Największy obiekt jaki odwiedziliśmy w  weekend.
Przy tym pałacu trzeba trochę wysilić wzrok. Bo niby mur jest, kocie łby też a ruin ni ma. Ano są, tylko ukryte między drzewami. I to kolejny punkt dla początkujących poszukiwaczy- wyruszajcie na wyprawę jesienią czy zimą, wtedy kiedy na drzewach nie ma liści- łatwiej toto znaleźć i nic nie zasłania samej budowli przy okazji zdjęć. W przypadku Pielaszkowic  myślę, że wiosną czy latem niewiele będzie widać :)

Dodatkowa atrakcja- jeśli chcecie obejść pałac wokół trzeba dać sus  przez rzeczkę zasilającą "fosę" przy budynku.
Niestety pełnej pętelki wokół nie zrobiliśmy przez płot w oddali i odgłosy szczekania, które po porównaniu do szczeku Bu dały nam obraz minimum 60 kg brytanów , do których lepiej za blisko nie podchodzić :)

Czytaj dalej

Tajemnic epizod 2

Stoszyce
ok 22 km od Wro

czyli przystanek nr 2


To miejsce nie było na mojej początkowej liście ALE:

tak jak wspominałam, kiedy już odwiedzicie kilka tego typu miejsc prawdopodobnie nabędziecie takie zboczenie jak ja. Wasz wzrok "wytargetuje " na wszelkie przesłanki , iż że może , gdzieś tam za krzakami, między drzewami ukryta jest kolejna perełka.

Ta konkretna jest cofnięta względem głównej drogi, prowadzi do niej trakt , jadąc którym ma się wrażenie wjeżdżania na czyjąś posesję- budynki przynależne pałacowi, podobnie jak w innych miejscach tak i tu są zamieszkane.
Trzeba się trochę przełamać i wbić . Ja mam troszkę łatwiej, któryś rok już utrzymuję , że te zdjęcia to taki projekt na ASP, "zagospodarowanie przestrzenne budynków historycznych przy wykorzystaniu koligacji stylistycznych zaczerpniętych z art deco" itp. Im więcej słów branżowych tym bardziej ludzie wokół maja mnie w nosie a ja mam wolną rękę do focenia :)

Minus: ogrodzona siatką. Można by się przepchać tyłem ale jak wspomniałam rozsądek wybrał się ze mną na przejażdżkę :)


Czytaj dalej

W poszukiwaniu tajemnicy - epizod 1


Wiele z naszych wypraw jest planowanych pod dwoma kątami- gdzie my mamy ochotę jechać i gdzie będzie dobrze psom. Nie pojedziemy za granice żeby zwiedzać muzea i galerie a piesy trzymać w hotelowym pokoju. Taki wyjazd organizujemy sobie wtedy , kiedy "dziadkowie" ochoczo przyjmują do siebie suczydła na kilka dni :)

Ale tym razem nasza wyprawa, pierwsza z mam nadzieję kilku, została zorganizowana ewidentnie pod moje gusta- powrót do dzieciństwa, marzenia o zostaniu Indiana Jones'em , ale bez wątku ścigania się z nazistami , przypadł jednak do gustu i Pufie (groszki za pozowanie, dobry deal , Matron) i Bu ( badyle można ganiać wszędzie), a P. ? cóż- zrobiłam pyszne kanapeczki i herbatę w termosie <3

Wracając do tematu co też nas .. no dobrze,  mnie podkusiło żeby przez bite pół dnia kulać się po okolicach Wro.

Zawsze było dla mnie coś fascynującego w historii . Ale nie tej w szkole , z datami do nauczenia się i kwestiami dynastycznymi Oldenburgów . Bardziej w obrazku tomiszcza, z którego zdmuchuje się warstwę kurzu , żeby spomiędzy pachnących kartek wyczytać jakąś zagadkę i rozpocząć poszukiwania zaginionego skarbu.
A że przyszło mi i mieszkać i absolutnie zakochać się w Dolnym Śląsku, idealnie się złożyło. Bo gdzie indziej znajdę tyle legend, teorii spiskowych, ukrytych fabryk, sztolni , o zakopanych pociągach nie wspominając .

Poddając się tym wszystkim motywatorom pogrzebałam w Internetach , trafiłam na książkę do której się na razie nie odwołam bo jestem na etapie oglądania obrazków, ale kiedy tylko przejdę do części z literkami na bank podzielę sie odczuciami :) , zapakowałam stado i zapas gorącej herbaty i ruszyłam na przeciw przygodzie !


Jeśli ktoś ma ochotę tak jak my , pojeździć i poszukać takich miejsc jak te poniżej, niech nastawi się na kilka rzeczy :

primo pierwsze

tak jak w przypadku Gałowa nie zawsze wszytko widać od razu, czyli nasze poszukiwania ja opieram na murach wzdłuż ulicy. Uruchamiam wyobraźnie i w głowie próbuję zobaczyć  jak miejscowość mogła wyglądać , powiedzmy jeszcze 80 lat temu, za czasów Bresalau w rozkwicie. wysoki piękny mów, kostkowa droga to elementu niepasujące do współczesnej , co tu dużo mówić, wioseczki, ale jak najbardziej odpowiednie dla pałacu. Z takiego miejsca rozpoczynamy objazd i poszukiwania wjazdu / wejścia .  

primo drugie

Na przykład pierwszy odwiedzony przez nas  Gałów okazał  się być sprzedanym, a więc od strony głównej drogi jakby trochę ogrodzony . I mnie to bardzo cieszy! jest szansa, że w końcu ktoś się tym miejscem zamie, może odrestauruje, albo przynajmniej zaopiekuje.
trochę jakby odrodzenie oznaczało w tym przypadku ogrodzenie i wielkiego owczawa wokół budynków wokół pałacu- stajnie/ wozownie?, ale nie samego pałacu :D  

primo trzecie 

podjechaliśmy i zostawiliśmy białasa od prawej strony zabudowań, na ulicy Szkolnej informuję , że rowów i błota brak, można wbijać :) 
i na koniec

primo czwarte:

zwiedzając takie miejsca nastawcie się na ubranie starych spodni, wysokich buciorów , już w pierwszym miejscu przyszło mi przedzierać się przez wysokie , oszronione trawska. No chyba że nie chcecie podchodzić do budynku, ale w to nie uwierzę- wszystkie są cudne  

na początek przedstawiamy.... 

Gałów ( dawniej Gross Gohlau)
ok. 20 km od Wro




Do środka się nie pchałam , mam resztki zdrowego rozsądku umiejscowione w P. które stanowczo powiedziały że NIE :)
I zewnętrze spełniło moje estetyczne wymagania.



Mimo iż przy każdym z pałaców byliśmy tylko chwilę, ot maksimum pół godziny, przy każdym przejeździe do kolejnego punktu suczydła leżały zdechnięte na tylnej kanapie.
To chyba najlepszy dowód na to , że eksplorowanie, niuchanie i pozowanie jest równie męczące jak dogtrekking :)


Czytaj dalej

Czy aby dobrze wycelowany zakaz ???

ostatnio zrobiło się głośno o planowanym wprowadzeniu zakazu wstępu do Karkonoskiego parku narodowego z psem. Nie do całego ale do jego większej części.
Nie będę się wu rozwodzić , które części się załapią a z którymi się bezpowrotnie pożegnamy, bo ja osobiście nie wyobrażam sobie wypadu w góry bez futer.
Odsyłam pod adres gdzie wszytko przeczytacie:

FB- NIE DLA ZAKAZÓW WĘDRÓWEK z psem po Karkonoskim Parku Narodowym


Chcę w tym miejscu tylko wyrazić swój smutek z tego powodu i zaapelować do tych osób, przez które ktoś wpadł na ten pomysł.
Choć jestem prawie pewna, że wśród osób z którymi mamy osobisty czy blogowo - fejsowy kontakt takowych nie ma, to może jeśli wieść i apel się rozniesie coś się ruszy.

Chodzę z psami po górach, na terenie Parku Narodowego zapinam psy.
Pufę również.
A to już o czymś świadczy.

Choć nie będę ściemniać, piesy latają luzem .
POZA parkiem.
I zostały wiele razy wystawiona na próby- jedną z niewielu rzeczy jakich jestem przy nich pewna to to, że żadna, nawet Bu , nie pobiegną za zwierzyną czy tropem.
Ale pozwalam im tylko plątać się pod nogami.
Nigdzie więcej.
Nie ma opcji biegania po lesie przy szlaku.
Nie i już. 

Nie wiem gdzie musiałyby się pojawić informacje, kampanie edukacyjne , żeby dotrzeć do osób nierespektujących przepisów . Mających w ... pompie czy ich pieseł zrobi kupsztala na ścieżce/ chodniku/ trawniku, o posprzątaniu nie mówiąc.
Ale uważam że jest takich osób mniejszość.
I uważam że my- psiarze , sami powinni8śmy mieć na siebie wpływ.
Pewnie po raz kolejny wyjdę na czepialską i pyskatą , zwracając uwagę że ktoś nie sprząta po psie, śmieci itd. I pewnie ten ktosiek ochoczo nie pokica , żeby poprawić swoje działanie.

ALE może jeśli nie jedna,  bazczebelna Anka , ale co raz to kolejne osoby GRZECZNIE acz głośno i publicznie upomną takowego delikwenta z głupiego wstydu przemyśli cokolwiek?

I nie tyczy się to tylko niesprzątania po psie. Wnerwia mnie to , że tylko psiarze są winni , a już śmiecące ludy nie, bo przecież szczekający pies zagraża przyrodzie ale takie rzeczy już są absolutnie nieszkodliwe dla przyrody:
- zwłoki po jabłuszku do zjeżdżania
- puszki po piwie
- papierki po ciastkach
- torebki po chipsach
- resztki po fajerwerkach
- butelki po szampanie
- itd
(wypis tego ci spotkaliśmy na szlaku na Wielką Sowę 1 stycznia a z moją ślepotą pewnie wielu rzeczy nie dostrzegłam)
Bo przecież każda z w.w. rzeczy rozkłada się phi.. ze 100 lat? więcej? Szatanskie pieseły siejące zamęt w przyrodzie !

Odnoszę też wrażenie że statystycznie, procentowo, jak zwał tak zwał psiarze, przez ilość czasu spędzaną z futrami, na spacerach, śród przyrody potrafią o nią dbać i z szacunkiem korzystać z jej uroków.
Po prostu wiemy jak nam i ogonom tam dobrze i wiemy, że niszcząc ją sami sobie szkodzimy. 

Chyba wszyscy powinniśmy się zastanowić czy właściwie korzystamy z uroków przyrody, bo jeszcze się ktoś rozkręci i nam wszystkiego zabronią ... 

Wypad w góry to jedno z nielicznych miejsc , gdzie Puf się ożywia. Nie wyobrażam sobie , że teraz solidna część Karkonoszy zostanie odcięta dla  dostępu z psem.

Uważam , że każdy w tej jak i każdej innej sprawie ma prawo mieć swoje zdanie.

Ciekawi mnie czy tylko ja się znerwiłam a większości wystarczy te kilka kilometrów i szlaków jakie pozostaną ? 


Czytaj dalej